Ronin, czyli drugie spotkanie z Karolem Hotaro Arkady Saulskiego.
Pierwsze spotkanie z Karolem Hotaro było krwawe, dynamiczne i – nie będę ukrywać – całkiem wciągające. Dlatego bez większego zastanowienia postanowiłam sprawdzić, co Arkady Saulski zaserwował w drugim tomie tej sensacyjnej jazdy bez trzymanki, którą opatrzył sugestywnym tytułem Ronin. Bo choć to nie jest jego „fantastyczna działka”, do której mnie przyzwyczaił, to jednak po Gaijinie wiedziałam już, że i w tym klimacie potrafi zrobić porządną rozpierduchę.
Genialna hakerka
Ślady przestępców prowadzą go z kambodżańskiej dżungli do tętniącego życiem Hongkongu. Tymczasem genialna hakerka Min Mei odkrywa, że do ataku wykorzystano jej program, a teraz sama stała się celem. Tylko Hotaro może ją ocalić.
Na ich drodze staje Chang – bezwzględny agent Pekinu, dla którego starcie z Gaijinem jest okazją do zemsty. Wrogowie spotkają się w samym oku cyklonu.
Podczas największego w dziejach miasta tajfunu rozegra się finał, w którym o zwycięstwie zadecyduje nie siła mięśni, lecz spryt i technologia.
Jest ogień i złamane serducho.
To była absolutna petarda! Autor podkręcił tempo od pierwszych stron tak, że ledwo zdążyłam złapać oddech po jednej akcji, a Karor* już pakował się w kolejną aferę – taką, która normalnym ludziom śni się najwyżej w koszmarach.
|
Tak, Karol Hotaro w tej części to jeszcze bardziej dopieszczony chaos kontrolowany. Facet, który wchodzi w sam środek burzy (czasem całkiem dosłownie), robi swoje i wychodzi… albo przynajmniej robi wszystko, żeby wyjść w jednym kawałku. I nie będę udawać – uwielbiam go. Tak samo jak jego ekipę. Czuć między nimi chemię, czuć wspólną historię, która nie tylko ich połączyła, ale też nauczyła jednego. Nieważne, jak bardzo plan jest pisany na kolanie, oni i tak pójdą razem. Bez zbędnych pytań. Ale nawet najlepsza ekipa nie zrobiłaby takiego efektu, gdyby nie klimat i tło. A tu jest naprawdę konkret. Azja jest lepka od wilgoci, brudna, głośna i pełna napięcia, a technologia i zaułki pachną prochem oraz deszczem. Widać, że autor wie, o czym pisze, i na szczęście nie przynudza w akademickim stylu. I tylko jedno mnie tu naprawdę zabolało. Autor naprawdę złamał mi serduszko w pewnym momencie. Tak po cichu, bez ostrzeżenia. Nadal boli. |
|
Reasumując. Ronin Arkady Saulskiego to sensacja, która wciąga, przyspiesza puls i na koniec zostawia z myślą, że to dopiero początek jazdy bez trzymanki.
Jeśli lubicie takie klimaty, bierzcie w ciemno. Polecam bardzo!
∗ nie, to nie błąd, tak zwraca się do Karola jego przyjaciel Saito

No Comment! Be the first one.