Zwykły mundur i samotny Listonosz Davida Brina.
Wszelkiej maści apo i postapo to zdecydowanie klimaty, obok których nigdy nie przechodzę obojętnie. Dlatego gdy Wydawnictwo Zysk i S-ka zapowiedziało nowe wydanie Listonosza David Brin, od razu wiedziałam, że będę chciała sprawdzić świat, w którym zwykła kurtka listonosza stała się symbolem nadziei i odradzającej się cywilizacji.
Odrodzone Stany Zjednoczone Ameryki.
Od tej chwili jego opowieści nabrały nowej mocy. Przyodziany w pocztową kurtkę zaczął przemierzać kraj i snuć historię o odradzającej się ojczyźnie, o wspólnocie, która mimo ruin i strachu wciąż trwa. Historia, która miała być tylko sposobem na przetrwanie, stała się iskrą rozpalającą w ludziach wiarę na odrodzenie cywilizacji…
Plotka niosąca nadzieję.
Listonosz nie jest typową powieścią postapo, w której po świecie biegają mutanty, ludzie chowają się w podziemiach, a samotny stalker przedziera się przez radioaktywną pustkę. Tutaj koniec świata ma znacznie bardziej „ludzki” wymiar.
|
To raczej postapokaliptyczny road trip o facecie, który próbując ratować własną skórę, zakłada kurtkę martwego listonosza… i zupełnie przypadkiem uruchamia coś znacznie większego od siebie. Jeżeli myślicie, że Gordon jest jakimś napakowanym twardzielem, który jednym groźnym spojrzeniem ustawia wszystkich do pionu, to jesteście w dużym błędzie. To raczej zmęczony życiem włóczykij, który momentami sam chyba nie wierzy w historie, które opowiada innym. A mimo to widać, jak ludzie chcą wierzyć, że jego opowieść przesiąknięta nadzieją ma sens. Tylko że… no właśnie. Chwilami ta historia trochę za bardzo zakochuje się we własnym rytmie i patosie. Były momenty, kiedy miałam ochotę delikatnie potrząsnąć autorem i powiedzieć: „dobrze, metafora przyjęta, a teraz może do brzegu”. Dlatego muszę przyznać, że początek powieści i całe budowanie legendy podobały mi się zdecydowanie bardziej niż późniejsze pościgi, bieganie i wielkie ideologiczne przemowy. |
|
Nie zmienia to jednak faktu, że książka ma niesamowity klimat. Surowy, melancholijny i momentami dziwnie aktualny. I chyba właśnie dlatego czytało mi się ją naprawdę dobrze, nawet jeśli chwilami bardziej maszerowałam przez tę historię, niż biegłam sprintem.
Jeżeli lubicie powieści postapo, to zdecydowanie warto dać Listonoszowi szansę.
Polecam.
Psst. Na podstawie książki w 1997 roku powstał film Wysłannik przyszłości (The Postman) z Kevinem Costnerem w roli głównej.
Psst2. I jeszcze cytat, który idealnie opisuje współczesną rzeczywistość…
To się nazywa metoda „wielkiego kłamstwa”, Johnny. Po prostu staraj się zrobić wrażenie, że wiesz, o czym mówisz. Że przytaczasz autentyczne fakty. Mów bardzo szybko. Nadawaj swym kłamstwom kształt teorii spiskowej i ciągle powtarzaj wygłaszane tezy. Tych, którzy szukają pretekstu do nienawiści czy zrzucenia na kogoś winy, którzy mają wielkie, lecz słabe ego, uraduje proste i zgrabne wyjaśnienie tego, jak urządzony jest ten świat. Takie typki nigdy nie zażądają trzymania się faktów. Hitler opanował tę sztukę znakomicie. Podobnie jak mistyk z Leningradu.

No Comment! Be the first one.