Dwa miecze i Ostatnie życzenie Andrzeja Sapkowskiego.
Serię Wiedźmina czytałam już kilka razy i za każdym razem wracam do Geralta z Rivii jak do starego kumpla – wiadomo, zawsze coś narozrabia, ale nudy z nim nie ma. Dlatego odpalam zabawę z Wieśkiem raz jeszcze, bo Ostatnie życzenie to dla mnie idealny miks humoru, magii i potworów. A że akurat trwa #polskafantastykafajnajest, to książka wpada i do tego wyzwania. ;)
Geralt z Rivii, Yennefer z Vengerbergu i bard Jaskier.
Białowłosego przywiodło do miasta królewskie orędzie: trzy tysiące orenów nagrody za odczarowanie nękającej mieszkańców Wyzimy strzygi.
Takie czasy nastały. Dawniej po lasach jeno wilki wyły, teraz namnożyło się rozmaitego paskudztwa – gdzie spojrzysz, tam upiory, bazyliszki, diaboły, żywiołaki, wiły i utopce plugawe. A i niebacznie uwolniony z amfory dżinn, potrafiący zamienić życie spokojnego miasta w koszmar, się trafi.
Tu nie wystarczą zwykłe czary ani osinowe kołki. Tu trzeba zawodowca.
WIEDŹMINA.
Mistrza magii i miecza. Tajemną sztuką wyuczonego, by strzec na świecie moralnej i biologicznej równowagi.
Ach, ten Geralt
Ostatnie życzenie to dla mnie powrót do tego, co w fantasy kręci mnie najbardziej – baśń na ostro, z domieszką ironii, czarnego humoru i potworów, które mają więcej charakteru niż niejeden ludzki król.
Andrzej Sapkowski nie podaje jednej historii, tylko cały zestaw opowiadań, które sklejone razem czyta się jak pamiętnik – trochę zakurzony, trochę pachnący krwią i piwem z podejrzanej karczmy, z akompaniamentem barda, który ewidentnie ma już w czubie.
Największym zaskoczeniem – i to za każdym razem – jest dla mnie to, jak bardzo ludzki okazuje się Geralt. Mutant, „fachowiec od potworów”, a jednak potrafi oberwać, zmęczyć się i podjąć decyzje, które mają tyle wspólnego z chwałą, co krasnolud z subtelnością. A kiedy na scenę wchodzi Yennefer – cała na biało… tfu. czarno i absolutnie bez półśrodków – to wiadomo, że będzie tylko ciekawiej.
Tak, wiem – Sapkowski czasem przegina z archaizmami i bywa, że trzeba przeczytać zdanie dwa razy, żeby w ogóle połapać się o co, mu teraz chodzi. Ale szczerze? Nie przeszkadza mi to ani trochę. Bo całość to jazda bez trzymanki: błyskotliwa, brudna i pełna dylematów.
Gorąco polecam!


Ja też niedawno wróciłem, ale to dopiero mój pierwszy powrót. Niedługo zabiorę się za drugi zbiór.
Czyli idziemy prawie równo z czytaniem. Ja cóż prawda już planuję tom III w listopadzie, więc u Ciebie już wtedy też wpadnie tom III ;)
Pięcioksiąg wiedźmiński (wszystkie siedem tomów) czytam od deski do deski co najmniej raz na dwa lata. Jedni lubią Biblię, inni piją wódkę, a ja się zaczytuję Wiedźminem :) Mam wersję papierową, e-booki, audiobooki, po polsku, po angielsku, wszystkie możliwe warianty. Mówią, fanatyk. Ja wolę “fanboy”.
A masz wersję słowacką? :D