Ciemna strona Księżyca, czyli zbiór tuzina opowiadań Roberta J. Szmidta
Robert J. Szmidt to dla mnie autor, po którego sięgam właściwie w ciemno – nieważne, czy wrzuca mnie w postapo, kosmos czy jakieś inne literackie bagno. Dlatego gdy tylko zobaczyłam zbiór Ciemna strona Księżyca, wiedziałam, że prędzej czy później wezmę go na tapet. Bo umówmy się – tuzin opowiadań w różnych klimatach brzmi jak idealna okazja, żeby sprawdzić, jak bardzo autor potrafi „rozjechać” czytacza na kilku frontach jednocześnie. No i nie będę ukrywać – byłam bardzo ciekawa, czy w krótszej formie też zrobi mi to swoje charakterystyczne „wow”.
Dwanaście opowiadań.
Tradycyjnie nie będę streszczać wszystkich opowiadań, ale pozwolę sobie przytoczyć poniżej ich tytuły.
- Aniołowie
- To będą inne święta
- Objazd
- Cicha Góra
- Mały
- Ostatni zjazd przed Litwą
- Alpha Team
- Ciemna strona Księżyca
- Ci, którzy przeżyli
- Gavein
- Umrzeć w Lea Monde
- Pogromca smoków
Jest różnie.
Jak wpadacie od czasu do czasu do tego niePoważnego zakątka internetów, to wiecie, że koło książek Roberta J. Szmidta nigdy nie przechodzę obojętnie.
Ponieważ czytanie opowiadań nie jest moją „mocną stroną”, to sięgając po Ciemną stronę księżyca pomyślałam sobie, że te krótkie formy będą dla mnie takim szybkim romansikiem w ulubionych klimatach. I tu akurat trafiłam w punkt.
Tradycyjnie nie będę się rozczulać nad każdym opowiadaniem, ale wyłuskałam sobie z tej dwunastki dwa, które najbardziej siadły mi klimatycznie.
Najmocniej trafił do mnie Mały. Postapokaliptyczny Wrocław jest tu brudny, bezlitosny i kompletnie pozbawiony złudzeń, a sama historia – niewygodna w bardzo dobry sposób. Lubię, kiedy opowieść zmusza mnie do lekkiego skrzywienia się w fotelu — i tu dokładnie to dostałam. Szkoda tylko, że zanim zdążyłam się w tym wszystkim na dobre rozgościć, autor już zgasił światło. W przypadku tego opowiadania przytuliłabym jeszcze kilka linijek dodatkowego tekstu.
Drugim opowiadaniem, które chcę przedstawić, jest Alpha Team – czysta akcja z zombie w tle. Dynamicznie, brutalnie i z tym klimatem „kto pierwszy, ten żyje”. Bawiłam się dobrze, tylko znowu miałam apetyt na więcej, a dostałam raczej porcję degustacyjną.
W przypadku pozostałych opowiadań bywało różnie. Jedne opowiadania mnie wciągnęły, inne przeleciały przez moje uszy bez echa i większych emocji .Natomiast co podobało mi się w całości, to ten surowy styl, który doskonale wpisuje się w tło wydarzeń, choć przyznaję, że czasami potrafi pozostawić całkiem spory niedosyt.
Reasumując. Ciemna strona Księżyca Roberta J. Szmidta to solidna antologia z kilkoma naprawdę mocnymi punktami i kilkoma „meh”, ale tymi nie ma się co przejmować, bo szybko ulatują z głowy.
Jeżeli lubicie klimaty postapo, sci-fi i inne zombie, to sięgajcie śmiało.
Polecam!


No Comment! Be the first one.