Karol Hotaro i Gaijin Arkady Saulskiego.
Książki Arkadego Saulskiego kojarzą mi się przede wszystkim z fantastyką i klimatem Kraju Kwitnącej Wiśni, dlatego Gaijin od razu wzbudził moją ciekawość. Tym razem jednak autor odkłada na półkę legendy, miecze i całą tę fantastyczną otoczkę, a sięga po zupełnie inny, dużo bardziej współczesny oręż. I przyznam szczerze – byłam bardzo ciekawa, jak sobie z nim poradzi.
Porwanie.
Na drodze Hotaro stają przestępcy, skorumpowani wojskowi, tajne służby i rosyjscy najemnicy, jednak to nie oni okazują się najgroźniejsi…
Krwawo i “soczyście”
Moja pierwsza myśl po zakończeniu książki była bardzo prosta. To aż się prosi o ekranizację i to najlepiej o taki porządny sensacyjny film akcji w mocno amerykańskim stylu.
Wszystko dlatego, że ta powieść wręcz ocieka akcją. Strzelaniny, pościgi, operacje specjalne, ciągłe zmiany miejsc i krajów – właściwie bez przerwy coś się dzieje, a ja nawet nie zauważyłam, kiedy kolejne strony zaczęły dosłownie uciekać mi pod palcami.
|
Sama dynamika nie jest zresztą jedynym plusem tej historii. Autor naprawdę fajnie oddał dalekowschodni klimat i do tego stworzył bohatera, którego mimo wad i bardzo lekkiego podejścia do używania broni, po prostu trudno nie polubić. No właśnie – Karol (czy jak tam wolicie Karor ) Hotaro to pół Polak, pół Japończyk, były komandos i specjalista od zadań, których nikt rozsądny raczej nie chciałby brać na siebie. Dziś zarabia na życie odbijaniem porwanych ludzi. Drogo, dyskretnie i – co najważniejsze – skutecznie. Oczywiście ta historia wyłącznie Hotaro nie sto, bo obok niego pojawia się też całkiem zgrana ekipa dawnych wojskowych znajomych, którzy najwyraźniej najlepiej odnajdują się tam, gdzie wokół latają kule. I muszę przyznać, że bardzo fajnie zostało to poukładane. Widać różnice między nimi, ich charaktery, sposób działania, ale też tę więź, która została zbudowana dużo wcześniej, jeszcze na innych polach walki. |
|
Oczywiście nie wszystko podczas lektury było aż tak różowiutkie – choć chyba w tym przypadku bardziej pasowałoby napisać krwawiutkie (czy w ogóle takie określenie istnieje ) . Są momenty mocno polityczne, przez które tempo lekko siada, a niektóre relacje między Karorem a jego zleceniodawczynią momentami wypadają dość dyskusyjnie.
Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się naprawdę świetnie, bo to kawał solidnej powieści sensacyjnej – dynamicznej, sprawnie napisanej i takiej, która bardzo dobrze sprawdza się wtedy, kiedy ma się ochotę na historię z międzynarodowym rozmachem i fajnym klimatem w tle.

No Comment! Be the first one.