Na Facebooku się dzieje!

Facebook Pagelike Widget

Wyzwolenie. Wojny alchemiczne. Tom III

Wyzwolenie. Wojny alchemiczne tom IIITo już niestety jest koniec. Wyzwolenie. Wojny alchemiczne. Tom III.

Po przeczytaniu Mechaniczny. Wojny alchemiczne. Tom I nie mogłam doczekać się kontynuacji niezwykłych przygód klakiera Jaxa i szalonej talleyrand Berenice. Powstanie. Wojny alchemiczne. Tom II uświadczyły mnie tylko w przekonaniu, iż jestem zachwycona historią. Teraz zaś przyszedł czas na Wyzwolenie. Wojny alchemiczne. Tom III, które z jednej strony przyjmuję z euforią, a z drugiej z żalem, gdyż wiem, że to koniec wspaniałej historii.

Nowa Francja nie została zmiażdżona tylko dzięki temu, iż Jax (Daniel) wyzwala mechanicznych żołnierzy i służących z okrutnych, pętających ich gaes. Teraz gdy mechaniczni stali się wolni, mają mnóstwo pomysłów na siebie i swoje życie. Ale przecież to nie tak miało być… Berenice Charlotte de Mornay-Périgord szuka sposobu na to, by klakierzy wsparli ich w walce z Tulipaniarzami. Dzięki Jax-owi, który wciąż ma świeżo w pamięci szaloną Mab i jej chłopców, którzy chcą zniewolenia ludzi, udaję się zawrzeć pokój i nawiązać współpracę między częścią mechanicznych oraz obywateli Nowej Francji.

W tym samym czasie Anastazja Bell dochodzi do siebie po ostatnim spotkaniu z szaloną talleyrand Berenice. Jej spokój i próbę nawiązania romansu mąci jednak niewytłumaczalna inwazja mechanicznych. To musi być jakaś infekcja, przecież maszyny nie mogą samodzielnie myśleć.

Anastazja i Berenice.

WyzwolenieOdkładając książkę na półkę, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż Wyzwolenie. Wojny alchemiczne. Tom III mogłyby się bardzo, ale to bardzo spodobać feministkom. ;) Jax (Daniel), który do tej pory był tym najważniejszym ogniwem, jest teraz tylko tłem dla dwóch charyzmatycznych kobiet stojących po przeciwnych stronach barykady – Anastazji Bell i Berenice Charlotte de Mornay-Périgord.

Jeżeli miałabym spojrzeć z boku i wybrać, która z pań dała z siebie więcej oraz przeżyła więcej drastycznych momentów, to nie byłabym w stanie chyba tego ocenić. Obie bowiem przez cały czas dawały z siebie maksimum swoich możliwości i dla sprawy poświęciły wiele. Do tego dla równowagi każda z nich została ukazana zarówno z tej lepszej jak i gorszej strony (wierzcie mi, aniołkami to one nie były ;)).

Jax (Daniel)

Jak już wyżej wspominałam, był niestety tylko tłem dla dam. W moim odczuciu przez umniejszenie jego roli książka straciła wiele. Przede wszystkim zabrakło dogłębnych rozważań nad istnieniem i znaczeniem wolności, które były tak charakterystyczne dla Jax-a w poprzednich tomach. Zabrakło rozwinięcia rozważań o sumieniu, wolnej woli i duszy, które właśnie, teraz gdy tak wielu mechanicznych wyswobodziło się spod ludzkiego jarzma, miały wskazywać kierunek rozwoju maszyn. No i co chyba najważniejsze. To Daniel był maszyną (dosłownie) napędową całego przedsięwzięcia i stał się symbolem wolności – mesjaszem – dla swoich pobratymców i to jego rola powinna być najważniejsza, a niestety autor skupił się na ludzkich słabościach.

Akcja

Pomijając fakt nierównego potraktowania najważniejszego bohatera, książce nie można odmówić akcji. Zarówno z jednej, jak i z drugiej strony barykady wciąż coś się dzieje i podejmowane są ciężkie decyzje, które mogą zaważyć na losach nie tylko ludzi, ale również maszyn. Cały czas przeskakujemy pomiędzy bohaterami z jednej strony w napięciu, a z drugiej trochę miałam wrażenie, iż nie jestem zaskoczona kolejnymi ruchami, a cel i zakończenie są mi doskonale znane.

Podsumowując. Wyzwolenie. Wojny alchemiczne. Tom III to bardzo dobre zakończenie całej trylogii. Nie mniej jednak po odłożeniu książki na półkę poczułam pewien niedosyt i brak tego WOW, które chce się wykrzyczeć na końcu tak dobrze zapowiadających się historii. Nie zmienia to jednak faktu, iż książka, jak i cała trylogia są warte poświęconego im czasu i polecenia! :)

O książce możecie również przeczytać na blogach:
Kącik z książką;
Świat fantasy.
Buszująca w książkach;

12 komentarzy

  • Zaczytane Jeże

    20 października 2017 at 22:40

    Również jestem zachwycony „Wojnami Alchemicznymi”, a najbardziej pierwszym tomem; sądzę, że stopniowo książki były nieco gorsze, mimo to nadal wspaniałe. Zachwyciło mnie bogactwo językowe (co jest pewnie w dużej mierze zasługą tłumacza) oraz opisy – zarówno miejsc, ludzi jak i myśli.
    Nie spojrzałem na książkę z tej perspektywy – że Jax (bardziej podoba mi się to imię niż Daniel :P) został zepchnięty na drugi plan. Jak się zastanowię, to faktycznie masz rację.

    Przesyłam moc jeżowych pozdrowień
    Nikodem z Jeże czytają :)

    Odpowiedz
    • Sylwka

      22 października 2017 at 09:22

      Ja również pierwszym tomem byłam zachwycona, choć uważam, że ten drugi był od niego ciutek lepszy. ;)
      Dla mnie Jax był najważniejszy i od samego początku książkę utożsamiałam właśnie z nim. Anastazja, Berenice, Kapitan Hugo Longchamp czy Mab to był tylko fajny dodatek. Dlatego strasznie zrobiło mi się przykro, gdy w tym ostatnim tomie Jax został zepchnięty na drugi plan na rzecz dwóch dam. Co nie zmienia faktu, że książkę, jak i całą trylogię oceniam bardzo dobrze. :)

      Pozdrawiam :)

      Odpowiedz
  • Wiedźma

    22 października 2017 at 10:57

    Ja do tych silnych kobiet dodałabym jeszcze Mab. W gruncie rzeczy była zaskakująco podobna do Anastazji i Berenice. Bezkompromisowa, konkretna, ma jasno określony cel i dąży do jego realizacji po trupach (dosłownie).

    Generalnie trzeci tom został zdominowany przez kobiety. Elodie też była ciekawą postacią i trochę żałuję, że nie było jej więcej.

    Przyznaję, że trochę brakowało mi Jaxa i rozbudowania wątku duchowości i sumienia, ale z drugiej strony przeniesienie ciężaru na ludzi było ciekawym zabiegiem. Zwłaszcza w kontraście z dwoma państwami, które zawsze tak różnie odbierały klakierów.

    I fakt, nie było wielkiego efektu wow. Mimo że epilog jako epilog bardzo mi się podobał, to trochę jakby zabrakło mi rozdziału, a przynajmniej finału przed nim. Ale i tak cieszę się, że przeczytałam zakończenie trylogii. W nadchodzącym tygodniu na pewno dodam recenzję ;)

    Odpowiedz
    • Sylwka

      23 października 2017 at 05:05

      Mab owszem, ale poza epizodami nie była widoczna. Choć muszę przyznać, iż również miała niezwykle ciekawą osobowość.
      Co do przeniesienia ciężaru w ostatnim tomie na kobiety to ciekawy zabieg ze strony autora, jednak w mojej ocenie trochę źle wyważył proporcje. Panie mogły dodać smaczku historii, a Jax nadal mógł pozostać tym najważniejszym ogniwem książki.
      Czekam na Twoją recenzję. ;)

      Odpowiedz
      • Wiedźma

        23 października 2017 at 23:13

        Ale za to w tych fragmentach, w których pojawiała się Mab, miałam lekkie deja vu – zwłaszcza w zestawieniu z niektórymi działaniami Anastazji i Berenice. To w ogóle bardzo ciekawe zagadnienie z punktu socjologicznego. Trzy zupełnie różne środowiska, trzy z pozoru różne charaktery, a decyzje i podejmowane działania bardzo podobne.

        Obawiam się, że gdyby Jax pozostał głównym bohaterem, to trzecia część byłaby strasznie mdła i filozoficzna. Bo cała ta postać stała się taka trochę rozmemłana. Dzięki temu, że Tregillis przerzucił ciężar powieści i fabuły na inne postaci, to to rozmemłanie nie rzucało się aż tak w oczy, ale nie jestem pewna, czy chciałabym więcej dywagacji o duchowości, wolnej woli i mesjanizmie. Owszem, było go trochę za mało, ale wydaje mi się, że on już swoją rolę odegrał i dla odmiany przyszła kolej na to, żeby ludzie przemyśleli kilka spraw.

        Mam nadzieję, że uda mi się ją napisać jeszcze dzisiaj (a przynajmniej zanim pójdę spać :D). Ale zobaczymy, jak będzie, bo coś wena nie chce przyjść…

        Odpowiedz
        • Sylwka

          24 października 2017 at 05:03

          Masz rację, trzy kobiety, trzy różne środowiska, ale motywacja i cel podobne – stąd pewnie taka zbieżność pomiędzy trzema Paniami. ;)
          Jeżeli chodzi o Jax-a. Jeżeli autor postawiłby na niego, wszystko zależałoby od tego, jak rozegra tę „partię szachów”. ;) Ja nie mówię, iż źle, że postawił na „damy”, ale gdyby ten ciężar rozłożył równomiernie to… :P
          Nie przejmuj się weną, ja też potrzebuję dnia – czasem przez tydzień nie piszę nic, by jednego ze spisanych luźno myśli nadrobić trzy wpisy .

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

*

Wyrażam zgodę