Na Facebooku się dzieje!

Facebook Pagelike Widget

Cykl: Komisarz Wallander # 1: Morderca bez twarzy

Morderca bez twarzyMorderca bez twarzy Henning Mankell, czyli moje pierwsze spotkanie z Komisarzem Wallanderem.

Za szybko „wsunęłam” ostatnio nabyte audiobooki i zrobiło mi się całkiem spore okienko w oczekiwaniu na Pokrzyk Katarzyny Puzyńskiej. Dumałam więc czym tę „dziurę” zapełnić i przypomniało mi się, jak Katarzyna z Kącika z książką polecała mi audiobookowe spotkanie z Komisarzem Wallanderem. Ponieważ dobrym skandynawskim kryminałem nie pogardzę, więc postanowiłam sprawdzić co do zaoferowania ma Henning Mankell i jego Morderca bez twarzy.

„Cudzoziemcy”…

W swoim domu na południu Szwecji w brutalny sposób zamordowana zostaje para staruszków. Według sąsiadów torturowane w okrutny sposób małżeństwo nie miało wrogów, nie było majętne, a wątek rabunkowy można również z góry wykluczyć, gdyż z ich domu nic nie zginęło. Jedynym śladem, który może doprowadzić do sprawcy, jest powtarzane przez umierającą kobietę słowo „cudzoziemcy”. Oczywiście informacja ta lotem błyskawicy przedostaje się do prasy i Szwecja pogrąża się w fali nienawiści do imigrantów, której skutki pozostają tragiczne.

Czy Kurt Wallander opanuje sytuację i odnajdzie mordercę staruszków?

Efekt domina i uchodźcy.

Kryminalnie Mordercę bez twarzy określiłabym jako bardzo solidny kryminał w starym, dobrym stylu. Kryminał, w którym intryga jest dobrze przemyślana, a ilość tropów odpowiednio nakręca tempo akcji.

Jednak co najbardziej doceniłam w tej powieści, to „dotknięcie” wciąż aktualnego temat imigrantów i pokazanie konsekwencji prawnych oraz organizacyjnych związane z niekontrolowanym napływem uchodźców nie tylko do Szwecji, ale i do całej Europy. Napływem, który powoduje także tworzenie i wzmożoną aktywność ruchów nacjonalistycznych, dla których wręcz „wodą na młyn” są wszelkie informacje prasy. Sprawdzone, prawdziwe czy też nie powodują „efekt domina”, który często kończy się tragicznie.

Wszystkie te ataki i zachowania zostały stanowczo potępione przez autora, ale jednocześnie autor wyraził duże zaniepokojenie podejściem do samej kwestii imigracji i mocno wypaczonej poprawności politycznej w tym zakresie.

Komisarz Wallander.

Jeżeli chodzi o samego bohatera, to nie wzbudził on na razie większych emocji. Może dlatego, iż ostatnio trochę z przymrużeniem oka spoglądam na śledczych „zaglądających do kieliszka”. Czekam na dalszy rozwój sytuacji i podejścia do tematu pierwszych oznak demencji ojca.

Podsumowując. Może i nie było fanfar-ów, ale moje pierwsze spotkanie z Kurtem Wallanderem, które zainicjował Morderca bez twarzy, uważam za udane i z pewnością spotkam się z komisarzem nie jeden raz.

P.S. Co się tyczy wersji audio, to na razie ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Wszystko przez to, że momentami byłam wręcz zachwycona, by chwilę potem stwierdzić, że lektor psuje cały klimat powieści. Zobaczę, jak sprawa będzie wyglądać w „kolejnym odcinku”.;)

O książce możecie również przeczytać na blogu:
Kącik z książką;

15 komentarzy

Dodaj komentarz

*

Wyrażam zgodę