Na Facebooku się dzieje!

Facebook Pagelike Widget

W Zonie #23: Krucjata dzieci

Krucjata dzieciKrucjata dzieci czyli Tullio Avoledo dostaje drugą szansę. ;)

Ci, którzy mają okazję pojawiać się na tym blogu od roku 2015, mogą jeszcze pamiętać, jak bardzo psioczyłam na pierwszą odsłonę cyklu Tullio Avoledo pod tytułem Korzenie niebios. Przyznaję szczerze, że gdy tylko zobaczyłam, że ma pojawić się Krucjata dzieci stwierdziłam, że będę książkę omijała szerokim łukiem. Ślubny jednak trochę przymarudził coś o tym, że to „jego półka”, więc chcąc nie chcąc książka trafiła do koszyka. To również on swoją opinią, mimo wewnętrznej niechęci, namówił mnie do jej przeczytania.

Więc przenieśmy się do Italii…

Johna Daniels powraca, a wraz z nim moce, których nie potrafi zrozumieć nawet sam zainteresowany. Wraz z Alessią (ni to duchem, ni człowiekiem) trafia do Mediolanu. Tam postrach sieją Synowie Gniewu – uzbrojeni po zęby kanibale, którzy terroryzują okolicę i porywają dzieci mieszkańców metra. John swą charyzmą i nabytymi mocami nakierowuje zaszczutych pod powierzchnią ludzi do zjednoczenia i rozpoczęcia Krucjaty dzieci. Czy wyprawa ta ma szanse powodzenia? I gdzie czają się prawdziwe potwory, które zajęły ruiny Mediolanu?

Fanatyzm religijny i powrót do Metra.

Krucjata dzieci Tullio AvoledoŚlubny miał rację. Ta książka jest inna od poprzedniej. Bardzo sugestywna, pełna krwawych, brutalnych opisów i czającej się na każdym kroku grozy.

Akcja rozgrywa się w dobrze znanej czytelnikom Uniwersum „bańce Metra”, w którą wpleciony został fanatyzm i nawiązanie do religii. Całość jest z jednej strony dynamiczna, a z drugiej pozostawia sporo miejsca na przemyślenia nad zastaną rzeczywistością, kierunkiem w którym zmierza ocalała ludzkość i tym co, a może bardziej kto jest obecnie dla niej największym zagrożeniem.

John czy tam inny Jack Daniels. ;)

Niestety nadal trochę nie ogarniam postaci głównego bohatera, który po pierwsze pojawia się nie wiadomo skąd, po drugie zachowuje się jak tania wróżka z cyrku, a po trzecie jego decyzje są czasem ze sobą całkowicie sprzeczne. Do tego jeszcze ta Alessia, która nie wiadomo skąd się wzięła i jaki tak naprawdę byt reprezentuje.

Podsumowując. Krucjata dzieci Tullio Avoledo są w moim odczuciu znacznie lepszą, bardziej przemyślaną pozycją w stosunku do swojej poprzedniczki. W dodatku prezentuje mocno nieszablonowe podejście do tematu postapo, choć jak dla mnie nadal za dużo w niej mistycyzmu i duchów oraz za mało interesujących postaci.

O książce możecie również przeczytać na blogu:
Ustatkowany gracz.

17 komentarzy

  • Emil

    29 stycznia 2018 at 17:44

    No ja właśnie żałuję, że nie jestem od 2015 roku – tyle Zony do czytania. :P Też się muszę wreszcie przełamać i po prostu zrobić zakupy, bo jak na razie jedynie Metro 2033 czytałem, a marudzę sam sobie o tym uniwersum od dawien dawna.

    Odpowiedz
  • Katarzyna Abramova

    30 stycznia 2018 at 09:01

    KOrzenie niebios mi się podobały, ale… zastrzelcie mnie, bo nie pamiętam z nich prawie nic. Tylko ogólne wrażenie :) Za to do Krucjaty dzieci mnie nie ciągnie. Chyba się przeczytałam Metrem, bo jak kiedyś uwielbiałam, tak teraz mi przeszło :(

    Odpowiedz
  • Ania

    30 stycznia 2018 at 20:06

    Z uniwersum Metra przeczytałam… nic, niestety. Postapokaliptyczne światy nie należą do moich ulubionych wizji przyszłości i ciężko mi się zabrać za ten odłam fantastyki. Którą z części byś poleciła kompletnemu laikowi?

    Odpowiedz
    • Sylwka

      30 stycznia 2018 at 21:09

      Uważam, że warto sięgnąć do pierwowzoru – czyli „Metro 2033” i „Metro 2035” (2034 niestety jest takie sobie).
      Z Uniwersum poleciłabym zaś Roberta J. Szmidta z „Otchłanią” i „Wieżą”. Bardzo dobre są też trylogie Diakowa („Do światła”, „W mrok”, „Za horyzont”) i Szabałowa („Prawo do użycia siły”, „Prawo do życia” i „Prawo do zemsty”).

      Odpowiedz
  • Gosia B

    31 stycznia 2018 at 11:35

    Tak naprawdę podobała mi się tylko pierwsza część oryginału. Później siłą rozpędu czytałam kolejne ale już ostatnia część Metra dla mnie była totalną pomyłką. Książki z universum z reguły mnie zawodzą i chyba już sobie je daruję;p

    PS. Chyba Ci się wkradła pomyłka w tytułach „Podsumowując. Korzenie niebios Tullio Avoledo „

    Odpowiedz
    • Sylwka

      31 stycznia 2018 at 18:29

      Coraz więcej książek z UM brakuje świeżości i pomysłu, choć muszę przyznać, iż wciąż zdarzają się perełki. Pewnie dlatego wciąż pozostaję w klimatach i je czytam. :D

      P.S. Tak, dziękuję :D

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

*

Wyrażam zgodę