Wojna starego człowieka – John Scalzi

Wojna starego człowiekaWojna starego człowieka – John Scalzi, bo przecież stary człowiek też może. ;)

Jak to w moim przypadku często bywa, książkę Wojna starego człowieka John’a Scalzi kupiłam całkowicie przypadkowo. Gdzieś widziałam okładkę, a cena, za jaką zaoferowano mi kupno książki mówiła krótko „bierz i się nawet nie zastanawiaj”. ;) Dość szybko do tytułu dorwał się mój ślubny i był nią zachwycony. Więc i ja w końcu postanowiłam sprawdzić, czy i na mnie książka wywrze podobne wrażenie. :D

W dzień swoich siedemdziesiątych piątych urodzin John Perry zrobił dwie rzeczy. Najpierw odwiedził grób żony. A potem wstąpił do wojska.

Fabuła nieszablonowa. Starzy, doświadczeni ludzie, nie mają nic do stracenia, decydują się na opuszczenie Ziemi i dołączenie do Kolonialnych Sił Obrony. Gdy docierają na miejsce, dowiadują się, jak będzie wyglądało ich dalsze życie i jakie mają szanse, by przy tym życiu pozostać. Jak już cała otoczka teoretyczna i badania wszelkiej maści są zakończone, następuje oczekiwany przez wszystkich punkt kulminacyjny. Otrzymanie nowych, młodych, podrasowanych ciałek, które oczywiście na samym początku wszyscy testują w wiadomy sposób. ;)

Gdy ciałka są już „rozpracowane”, a imiona dla BrainPali nadane:Wojna starego człowieka

–  … a właśnie, jak nazwaliście swoje BrainPale?
– Dupek – odparłem.
– Dziwka – powiedziała Jesse.
– Dziwka – oświadczył Thomas.
– Zjeb – powiedział Harry.
– Szatan – przyznała Maggie.
– Słonko – Susan wzruszyła ramionami

zetknięta na początku grupa przyjaciół, która nadała sobie kryptonim Klub Starych Pryków rozpoczyna szkolenie, po którym niestety rozdzielona rusza na wojnę z obcymi.

Na całość historii patrzymy oczami Johna Perry, którego nie sposób nie pokochać za jego poczucie humoru, inteligencję i podejście do świata. Ciężko pisać coś więcej o tym bardzo pozytywnym bohaterze nie zdradzając większości fabuły. Więc podpowiem tylko jedno, bohater będzie dość mocno odznaczał się na tle kolegów, z którymi służy, a jego perypetie będą zapierać dech w piersi. :)

Wojna starego człowieka John’a Scalzi całkowicie mną zawładnęła. Dawno nie „wsiąkłam” tak w historię i nie kibicowałam tak mocno głównemu bohaterowi. Historia jest wspaniała i jeżeli miała jakieś mankamenty to ja ich nie zauważyłam. Polecam ją gorąco każdemu i mam nadzieję, że niebawem również kontynuacja doczeka się nowego wydania.

Trochę poniewczasie, ale pewien Pożeracz (lub jak wolicie Qbuś) popełnił ten wpis i tchnięta jego duchem, będę wrzucać również linki do recenzji na innych blogach. Zachęcam do skorzystania. :D

O książce możecie również przeczytać na blogach:
Kącik z książką;
Beznadziejnie zacofany w lekturze;
Qbuś pożera książki;
Dowolnik;
Tramwaj nr 4.

8 komentarzy

  1. To jest chyba ten rodzaj książki, że jedni dają się wchłonąć i nic im nie przeszkadza, a inni – czytaj ja – chcieliby, żeby poza efektownymi strzelaninami autor powiedział coś więcej o tych ludziach, światach i ich problemach.
    PS Czy można zaprenumerować komentarze? Polecam gadżet Subscribe to Comments Reloaded

    1. Dokładnie to ta kategoria książek, jednych porywa po całości, a inni zapewne oczekiwaliby czegoś więcej. :)

      P.S. Dziękuję za sugestię. Dobry gadżet. :)

    1. Ja właśnie się zastanawiałam nad zakupem starego wydania. Znalazłam nawet kilka egzemplarzy na allegro. Postanowiłam jednak przystopować i zaczekać, bo nadziej matką… ;)

Popełnij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *