Na Facebooku się dzieje!

Czterdzieści i cztery Krzysztofa Piskorskiego

Czterdzieści i cztery Czterdzieści i cztery Krzysztofa Piskorskiego czyli równoległe światy i słowiańska magia.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam okładkę Czterdzieści i cztery Krzysztofa Piskorskiego moje myśli od razu poszybowały w kierunku liceum. Sławetne Dziady cz. III Adama Mickiewicza były bowiem zmorą, którą rozkładaliśmy na części pierwsze podczas lekcji języka polskiego. Jakby tego było mało, na maturze wylosowałam numerek „44” i od razu polonista, który miał okazję pełnić funkcję „maszyny losującej” (choć może raczej, koszyczek trzymającej) z lekkim uśmieszkiem wypowiedział sławetne:

A imię jego będzie czterdzieści i cztery.

Więc trochę z książką było mi nie do końca po drodze. Szczególnie że Dziady nie należały do mojego ulubionego repertuaru czytelniczego. Jednak gdy przeczytałam kilka zdań to tu, to tam zaczęłam zmieniać zdanie, a ostatecznie „kropkę nad i” postawiła Nagroda im. Janusza A. Zajdla.

Jest rok 1844.

Czterdzieści i czteryEliza Żmijewska ostatnia kapłanka Żmija, a także niespełniona poetka wyrusza w misję. Ma odnaleźć i wykonać wyrok wydany przez Radę Emigracyjną i Juliusza Słowackiego na zdrajcy Konradzie Załuskim, który obecnie przebywa w Londynie. Jednak „wkroczenie” do miasta, którego państwo objęte jest blokadą, wcale nie jest takie proste. Na szczęście wynaleziona energia próżni pozwala Elizie na skorzystanie z alternatywy. Przez etherową bramę równoległych światów udaje się ona do Europy2, by tam w Londynie2 ponownie skorzystać z bramy i przedostać się do Londynu. Tak zaczyna się przygoda pełna niebezpieczeństw, niespodziewanych zwrotów akcji oraz nowych niezwykłych przyjaciół. W całym tym zgiełku Eliza jednak nie zapomina o celu, choć głowie wciąż tlą się wątpliwości. Czy jej dawny przyjaciel na pewno dopuścił się zdrady?

Historia, fikcja i odrobina słowiańskiej magii.

Nie będę ukrywać, iż spodziewałam się czegoś innego, a otrzymałam historię, która całkowicie mnie porwała i zaparła dech w piersi. Zanurzyłam się w fikcyjnej rzeczywistości, która przyniosła ludzkości możliwość podróżowania między alternatywnymi światami, a jednocześnie wciąż „taplałam” się w problemach, które wówczas były bliskie sercu każdego Polaka.

Łaknęłam całą sobą przedstawione rozwiązania, opowieści o światach po drugiej stronie etherowej bramy. Wyczekiwałam kolejnych wzmianek o stworzonych maszynach naziemnych, powietrznych i wytworzonej dzięki etherowi energii czy broni. Rozważałam też zagrożenia i korzyści płynące z wykorzystania energii próżni. Co i czy warto poświęcić dla wolności? Przede wszystkim jednak z wypiekami na twarzy śledziłam nakreślony przez autora wątek patriotyczny z Elizą na czele. I serdecznie uśmiechałam się  na umieszczenie w tym całym młynku odwiecznej walki Mickiewicz kontra Słowacki. Te wzmianki bez wątpienia dodały smaczku całej powieści. :)

Czterdzieści i czteryGłowna bohaterka też wymiata. :). Jej determinacja w dążeniu do celu, poczucie obowiązku wobec ojczyzny i przyjaciół, odwaga i pakowanie się w coraz nowsze tarapaty wywołują z jednej strony podziw, a z drugiej często uśmiech na twarzy. Wszystko to przez towarzyszący jej charakterek i cięty języczek. W dodatku jest ona ostatnią stąpającą po ziemi kapłanką Żmija, więc zna parę „konkretnych sztuczek”. Jak jeszcze do tego repertuaru dodamy ciągłą chęć ratowania bezbronnych kobiet oraz silne poczucie obowiązku, które nakazuje jej uczestniczenie w każdym spisku, przewrocie czy innej tajemnej organizacji to nie będziecie mogli oprzeć się jej urokowi i po prostu będziecie musieli ją polubić. ;)

Pozostali – drugoplanowi – bohaterowie książki również mają się dobrze. Pozwolę sobie wspomnieć jednak tylko o Xa’ru, którego  obdarzyłam wielką sympatią już od „pierwszej linijki tekstu”. Mimo ciężkiego losu, jaki go spotkał, nie poddaje się, chce dopiąć celu, a tym samym udowodnić swoją wartość współplemieńcom.

Podsumowując. Czterdzieści i cztery Krzysztofa Piskorskiego to wyśmienita powieść przeplatająca ze sobą elementy historyczne i fikcyjne, a wszystko to łączy słowiańska magia. To również niezwykle intrygująca wizja świata, która mimo wielkiego dynamizmu akcji zostawia nam sporo czasu na przemyślenia. Nad tym, do czego może doprowadzić pogoń za odkryciami, a także ciągłe toczące się walki. Mogę napisać tylko jedno. Świetna lektura, którą polecam szczególnie fanom fantastyki.

O książce możecie również przeczytać na blogach:
Czworgiem oczu;
Qbuś pożera książki;
Se czytam;
Świat fantasy;
Z piórem wśród książek;

25 komentarzy

  • Michał

    26 stycznia 2018 at 15:00

    Czytałem „Cienioryt” Piskorskiego i bardzo ale to bardzo się rozczarowałem. Dlatego też „Czterdzieści i cztery” jakoś nie znajduje się u mnie na szczycie listy książek do przeczytania. Z pewnością kiedyś sięgnę zwłaszcza, że dużo ludzi ocenia ją bardzo pozytywnie. Widzę, że i na Tobie wywarła mega pozytywne wrażenie :). To dobrze jak książka potrafi tak oczarować :).

    Odpowiedz
    • Sylwka

      27 stycznia 2018 at 10:15

      To była moja pierwsza książka Piskorskiego, więc nie miała okazji się wcześniej „rozczarować” czy tam zniechęcić. Z drugiej strony, ja bardzo lubię takie klimaty więc w tej materii łatwo mnie zachwycić. :D

      Odpowiedz
    • Sylwka

      27 stycznia 2018 at 10:17

      Nastawiałeś linków, tak że wordpress z marszu uznał Cię za spamera. :P
      Oczywiście zajrzę po inspirację, w końcu jak mi się spodobała jedna to trzeba pójść za ciosem.

      P.S. Link do „Czterdzieści…” przenoszę do notki, a z Twojego komentarza pozwalam sobie skasować. :)

      Odpowiedz
      • Paweł.M

        27 stycznia 2018 at 16:08

        No nastawiałem, bo dla mnie Piskorski to pierwsza trójka polskich pisarzy fantasy (obok Hałas i Raka), więc bacznie śledzę, co facet robi :D

        W każdym razie, osobiście najbardziej sobie cenię „Krawędź czasu”. Teraz WL przymierza się do wznowienia Zadry – w wersji poprawionej (wrrrr) – to może i Krawędź puszczą.

        U mnie na blogu nie ma recenzji „Opowieści piasków”, ale jeśli ktoś lubi klasyczną fantasy, to też mogę polecić. A może kiedyś i to ktoś wznowi (np. w jednym tomie, bo to łącznie miało nieco ponad tysiąc stron, ale małego formatu, więc pewnie dałoby się „wcisnąć” w jakieś siedemset stron).

        Jedyna książka Piskorskiego, której nie czytałem, to zbiór opowiadań „Poczet dziwów miejskich” – z recenzji wnioskuję, że to takie trochę heheszki z promowaniem poglądów politycznych autora. Ale jeśli gdzieś to dostanę, to przeczytam.

        Odpowiedz
        • Sylwka

          28 stycznia 2018 at 16:37

          Mam nadzieję, że „śledzisz” tylko w kwestii twórczości, a inne sfery życiowe mu odpuszczasz. ;)
          Czyli teraz zaczynam polowanie na „Zadrę” i „Krawędź czasu” – wiedz, że jest to na Twoją odpowiedzialność. :P

          Odpowiedz
          • Paweł.M

            28 stycznia 2018 at 17:21

            Wszelkie sfery poza twórczością mu odpuszczam :D

            Jeśli Ci się podobało „Czterdzieści i cztery” to „Zadra” na pewno też Ci się spodoba. „Czterdzieści i cztery” to właściwie kontynuacja „Zadry” – inni bohaterowie, akcja umieszczona nieco później, ale w tym samym uniwersum.

            „Krawędź czasu” to też nieco podobny klimat.

            Odpowiedz
            • Sylwka

              29 stycznia 2018 at 04:44

              Już widziałam, że to nowe wydanie „Zadry” ma się pojawić w marcu. :D Będzie w koszyku zakupowym. Jak mi się spodoba, przyjdzie czas na krawędź czasu.

    • Sylwka

      27 stycznia 2018 at 10:22

      Spróbuj, aczkolwiek jak klimat Ci nie leży to szkoda się męczyć i tracić czas.
      Nie każdemu taki miks fantastyki, słowiańskiej magii i historii musi się podobać. :)

      Odpowiedz
  • Ciacho

    27 stycznia 2018 at 14:09

    Dziadów to i ja nigdy nie trafiłem, ba, można powiedzieć, że nie cierpię. Dla mnie to po prostu niepotrzebna książka i w zamian powinni dać znacznie głębsze i bardziej wartoście, ot np. „Myszy i ludzie” Steinbecka, a nie takie…dziadostwo.

    A co do Pisorskiego to myślałem o tej książce, ale ostatecznie się nie zdecydowałem, bo chcę najpierw sięgnąć po ten tomik z muszkieterami.

    Odpowiedz
    • Sylwka

      28 stycznia 2018 at 16:41

      „Dziadów” to chyba nikt nie trawił (przynajmniej z osób, które mam okazję znać). Myślę jednak, że będą one cały czas w kanonie lektur czy się nam to podoba, czy też nie.
      Jak zaś już rozprawisz się z muszkieterami to koniecznie zerknij w kierunku „Czterdzieści…” :)

      Odpowiedz
  • Ania

    27 stycznia 2018 at 20:14

    A kto wygrał? Bo dla mnie Mickiewicz zawsze będzie nad Słowackim, ot taka już jestem:) A „Dziady” jako jedna z nielicznych znanych mi osób uwielbiałam całym moim sercem, była to prawdopodobnie moja ulubiona lektura romantyczna.

    Brzmi ciekawie, na tyle, że może skuszę się na zakup, jak już te karty podarunkowe na urodziny dostanę;P

    Odpowiedz
    • Sylwka

      28 stycznia 2018 at 16:48

      W sumie to pojedynek nadal nie został rozstrzygnięty. Panowie byli tylko miłym dodatkiem do całego zamieszania. ;)
      I jesteś pierwszą osobą, która lubi „Dziady”. Czy Ty oby nie jesteś kosmitką? ;) :D

      Odpowiedz
  • Ewelina z Gry w Bibliotece

    28 stycznia 2018 at 13:47

    Trafiłaś z tym tekstem – akurat zrobiłam do tej książki spontaniczne podejście na Legimi i wciągnęła mnie bardzo solidnie :) Połączenie akurat tego okresu historycznego z ideą światów równoległych (i to takich!) absolutnie mnie kupiło. Co prawda sposób prowadzenia narracji nadal mnie irytuje (ale ja nie jestem fanką autora, jego Cienioryt mocno mnie rozczarował), ale całokształt – i Eliza! – miodzio :D Mam nadzieję, ze pozytywne wrażenia utrzymają się u mnie do końca lektury, jak i u Ciebie :)

    Odpowiedz
  • Pożeracz

    29 stycznia 2018 at 15:21

    I cóż mam dodać? Zgadzam się w pełni – podobało mi się bardzo i ciekaw jestem niezmiernie, czy pojawią się jeszcze powieści w tym świecie. Szkoda by było zmarnować tak interesującą kreację.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

*

Wyrażam zgodę