Magia umysłu, kruki z Tower i zagrożony Donlon, czyli Magdalena Kubasiewicz i Sny z Donlonu.
Po całkiem udanych Mgłach z Donlonu, w których akcja pod koniec złapała świetny rytm, byłam zwyczajnie ciekawa, jak dalej potoczą się losy Avy Carey i donlońskiego Scotland Yardu. Skoro w tej serii stawka z tomu na tom wyraźnie rośnie, nie miałam na co czekać. Bez większego wahania sięgnęłam po Sny z Donlonu, żeby na własne oczy przekonać się, co autorka zaserwuje w tym odcinku.
W Donlonie sny mogą cię zabić.
Kiedyś ośmiu potężnych magów stworzyło Donlon, magiczną enklawę w sercu angielskiego stolicy. Teraz jeden z nich powrócił i chce przejąć władzę nad tym, co powstało dzięki jego magii.
Jako mistrz magii umysłu łatwo przekonał wielu do swojej wizji, sięgając do ich pragnień… i ich snów. Próbujący go powstrzymać funkcjonariusze Scotland Yardu nie wiedzą, gdzie czai się zagrożenie ani kto naprawdę jest ich sojusznikiem. Ceną, jaką zapłacą, może być coś znacznie więcej niż życie.
Kruki z Tower ostrzegają przed niebezpieczeństwem, które nadciąga ku Świątyni Westminsterskiej. Jeśli czarnoksiężnik przejmie drzemiące w niej moce, nikt go nie zatrzyma. Problem w tym, że Ava Carey nie ma w Świątyni wielu przyjaciół, a Arcykapłanka nie cofnie się przed niczym, aby zachować wpływy i wzmocnić magię swojej rodziny.
Sny, mgły i trochę za dużo cudzych marzeń.
Po Mgłach z Donlonu wiedziałam już, że wrócę do tego świata, bo mimo kilku zgrzytów całkiem polubiłam tę magiczną wersję Londynu.
|
Muszę jednak przyznać, że Sny z Donlonu odrobinę obniżyły loty. Owszem, Ava z ekipą ponownie ląduje w niezłym bagienku związanym z działalnością Richarda Woodville’a, maga umysłu, który potrafi namieszać ludziom w głowach skuteczniej niż niejedna polityczna kampania wyborcza. Problem w tym, że momentami miałam wrażenie, jakby historia kręciła się w kółko. Niby cały czas coś się dzieje, bohaterowie prowadzą śledztwa, odkrywają kolejne tropy i próbują ugasić następny pożar, ale nie wszystko wybrzmiewa z odpowiednią siłą. Część wątków sprawiała wrażenie bardziej pomostu do kolejnego tomu niż samodzielnej historii i chyba właśnie dlatego nie potrafiłam zaangażować się w tę opowieść tak mocno jak wcześniej. Nie zmienia to faktu, że książka ma sporo mocnych stron. Najbardziej podobał mi się motyw manipulacji, snów i zacierania granicy między tym, co prawdziwe, a tym, co ktoś próbuje nam wmówić. Dzięki temu całość nabiera niepokojącego charakteru, a Donlon po raz kolejny udowadnia, że jest największą gwiazdą tej serii. Mgła, magia, kruki, tajemnice i atmosfera ciągłego zagrożenia – w tym autorka nadal czuje się jak ryba w wodzie. |
|
Nie byłabym sobą, gdybym nie doceniła też rodziny Careyów i relacji między bohaterami. To właśnie oni sprawiają, że chce mi się do Donlonu wracać. Ava nadal nie jest moją ulubioną bohaterką Magdaleny Kubasiewicz, ale tym razem zdecydowanie lepiej mi się ją obserwowało. Szkoda tylko, że William Doe i kilka innych ciekawych postaci dostało tak niewiele miejsca, bo chętnie poczytałabym o nich znacznie więcej.
Fabuła momentami zwalnia, a niektóre wątki mogłyby zostać poprowadzone konkretniej, ale finał skutecznie przypomina, że spokojnie już było. I choć po zamknięciu książki nie miałam tego samego zachwytu co przy tomie drugim, to nadal jestem zwyczajnie ciekawa, jak bardzo autorka zamierza jeszcze skomplikować życie mieszkańcom Donlonu.


No Comment! Be the first one.