Polska brawura w kosmosie, czyli Luiza Dobrzyńska i Pol Trek: Na dobre i jeszcze gorsze.
Po fenomenalnej zabawie przy pierwszym tomie i swojskiej kosmicznej katastrofie na pokładzie Hermasza wiedziałam, że nasza narodowa duma po prostu musi pójść za ciosem. Skoro pierwszy Pol Trek zaserwował mi potężną dawkę genialnego humoru, absurdu i przywar, z których śmiałam się w głos, powrót do tego zwariowanego uniwersum był tylko kwestią czasu. Dlatego bez większego wahania sięgnęłam po Na dobre i jeszcze gorsze, żeby przekonać się, na jakie „śmiertelnie niebezpieczne” misje porwie się tym razem polska załoga w tym odcinku.
Wiek XXIII naszej ery.
Cała Ziemia jest zjednoczona i żyje według praw Unii Planet, grupującej społeczeństwa najróżniejszych ras.
Cała? Niekoniecznie.
Jedno małe państwo wciąż opiera się dyktatowi powszechnej szczęśliwości i manifestuje to, budując własnym kosztem statek gwiezdny HERMASZ, obsadzony wziętą z łapanki załogą, śmiało zmierzający tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden Polak
Gdy dowództwo Gwiazdowej Armady napotyka poważne problemy, mówi o tym kapitan polskiego statku, dodając uczciwie, że zadanie jest śmiertelnie niebezpieczne lub zgoła niewykonalne.
W odpowiedzi słyszy: „Tak? To potrzymajcie mi piwo”.
Bohaterowie… Czyż trzeba ich przedstawiać?
To ja. Ty. Każdy z nas..
Bimber, modlitwa i narodowe przywary na pokładzie statku gwiezdnego.
Po pierwszym POL TREK-u bawiłam się tak dobrze, że na kolejne spotkanie z załogą Hermasza czekałam z dużą nadzieją. I choć Na dobre i na jeszcze gorsze nie wywołało u mnie aż takiego entuzjazmu jak pierwszy tom, nadal jest to kawał całkiem przyjemnej, bardzo swojskiej science fiction.
|
Bo Hermasz to wciąż statek, na którym profesjonalizm kończy się mniej więcej tam, gdzie zaczynają się polskie charaktery. Załoga kłóci się, marudzi, modli, kombinuje i oczywiście jakoś daje sobie radę z kolejnymi kosmicznymi problemami. Do tego dochodzą nowe postaci, pasażerowie na gapę, absurdalne sytuacje i cała masa odniesień do popkultury, kabaretów oraz Star Treka. Niestety tym razem momentami miałam wrażenie, że część żartów i schematów już znam, a nowych bohaterów jest trochę za dużo, przez co nie każdy dostaje szansę naprawdę zaistnieć. Nadal jednak bawiłam się dobrze, bo ten cały kosmiczny polski bajzel ma w sobie coś rozbrajającego. Reasumując. Nie jest może tak świeżo jak za pierwszym razem, ale na kolejną podróż Hermaszem nadal bym się zapisała. Oczywiście pod warunkiem, że nie każą mi obsługiwać silników. |
|


No Comment! Be the first one.