Walka o tron, bezwzględne rodzeństwo i Kroniki Amberu. Tom 1 Rogera Zelaznego.
Po moim spotkaniu z Panem Światła wiedziałam, że to nie będzie moja jedyna przygoda z twórczością Rogera Zelaznego. Od tamtej pory po głowie ciągle chodził mi jego kultowy cykl, uchodzący przecież za absolutny kanon fantastyki! Nastała więc wiekopomna chwila i w końcu chwyciłam za Kroniki Amberu. Tom 1, żeby na własne oczy przekonać się, jak książę Corwin poradzi sobie z utratą pamięci, rodzinnymi intrygami i bezwzględną walką o tron.
Amber i Dworce Chaosu.
Istnieją dwa prawdziwe światy – Amber i Dworce Chaosu – a pomiędzy nimi nieskończona liczba Cieni: alternatywnych rzeczywistości będących jedynie bladymi odbiciami oryginału. Jednym z dziedziców Amberu jest książę Corwin, który po tajemniczym wypadku traci pamięć i przez setki lat żyje na Ziemi, nie wiedząc, kim naprawdę jest. Gdy pewnego razu ktoś próbuje go zabić, zaczyna rozumieć, że jego przeszłość skrywa śmiertelnie niebezpieczne sekrety.
Odzyskując fragmenty wspomnień, Corwin odkrywa potęgę swego rodu – zdolność kształtowania rzeczywistości i wędrówki między światami – oraz mroczną intrygę związaną ze zniknięciem króla Oberona. Wciągnięty w bezwzględną walkę rodzeństwa o władzę, musi zdecydować, jaką cenę jest gotów zapłacić za prawdę i należny mu tron.
Intrygująca rodzinka.
Kroniki Amberu. Tom 1 to kawał książki. Dosłownie. Zanim jednak na dobre wkręciłam się w historię, musiałam najpierw ogarnąć Corwina, jego amnezję, Amber, Cienie i całą resztę tego zamieszania. Początek trochę mnie więc wymęczył, ale kiedy już zaczęłam łapać, jak działa ten świat, czytało mi się zdecydowanie lepiej.
|
A najbardziej kupiły mnie właśnie rodzinne relacje. Corwin i jego rodzeństwo mają za sobą tyle wspólnej historii, zdrad, urazów, sojuszy i wzajemnego kombinowania, że momentami naprawdę trudno było mi stwierdzić, komu można ufać. Tu chyba każdy miał jakiś plan, a najlepiej kilka (a może jednak kilkanaście ), tak na wszelki wypadek. Bardzo podobał mi się też pomysł Cieni i podróżowania między kolejnymi światami. Zelazny zaskoczył mnie tym, jak różne mogą być rzeczywistości i jak zmieniają się ich zasady. Chociaż przyznaję, że momentami tych wszystkich zmian było już dla mnie trochę za dużo i zdarzało mi się gubić, gdzie właściwie jestem. Nie wszystko jednak mnie przekonało. Kilka zwrotów akcji wydało mi się mocno naciąganych, a żeńskie bohaterki zdecydowanie mogły dostać więcej przestrzeni. Niestety, kiedy już się pojawiały, często miałam wrażenie, że zostały potraktowane dość schematycznie i płasko – brakowało mi w nich takiej złożoności, którą autor bez problemu dał męskim bohaterom. |
|
Mimo tego całość czytało mi się naprawdę dobrze. Jest tu sporo przygody, magii, walki i intryg, a do tego rodzina, w której chyba łatwiej byłoby przeżyć apokalipsę niż zwykłe spotkanie przy stole.


No Comment! Be the first one.