Zatrute słowa i walka o własne serce, czyli Jennifer Donnelly i Zatruta.
Przetworzone na nowo znane baśnie, w których klasyczna historia Królewny Śnieżki dostaje zupełnie nowy, mroczniejszy pazur, to jest to, obok czego po prostu nie potrafię przejść obojętnie. Dlatego na wieść o tym, że wydawnictwo Zysk i S-ka szykuje wydanie Zatrutej Jennifer Donnelly, aż buźka mi się uśmiechnęła i z wielką przyjemnością przytuliłam tę powieść do serduszka. Zatruta
Lustereczko, powiedz przecie…
Dawno, dawno temu dziewczyna o imieniu Sophie wyruszyła do lasu w towarzystwie łowczego. Jej wargi miały kolor dojrzałych wiśni, skóra była miękka jak świeżo spadły śnieg, a włosy czarne niczym bezgwiezdna noc. Kiedy zatrzymali się na odpoczynek, łowczy wyciągnął nóż… i odebrał jej serce. Nie powinno to dziwić.
Od dawna krążyły plotki i szepty: że jest zbyt dobra i naiwna, by rządzić, że jako przyszła królowa okaże się porażką. A Sophie w to wierzyła. Wierzyła we wszystko, co o sobie słyszała – w zatrute słowa, którymi próbowano ją przekonać, że dziewczęta takie jak ona nie powinny być zbyt silne.
Z pomocą siedmiu tajemniczych nieznajomych Sophie udaje się przetrwać. A gdy odkrywa, że zazdrosna królowa może nie ponosić winy, musi znaleźć w sobie odwagę, by stawić czoła jeszcze groźniejszemu wrogowi. I przekonuje się, że nawet najciemniejsza magia nie zdoła zgasić ognia płonącego w ludzkim sercu i że dobroć bywa najpotężniejszą siłą.
Królewna Śnieżka po przejściach
Jeśli istnieje baśń, do której mam pewną słabość, to Królewna Śnieżka znajduje się bardzo wysoko na mojej liście. Dlatego po Zatrutą sięgnęłam z ogromnymi oczekiwaniami – liczyłam na dobry retelling, ale nie spodziewałam się, że Jennifer Donnelly tak sprytnie rozbierze tę historię na części i poskłada ją zupełnie od nowa.
|
Bo Zatruta, to opowieść nie tylko o magii czy złej królowej, ale przede wszystkim o sile słów, które potrafią zatruć człowieka skuteczniej niż najgorsze zaklęcie. Sophie nie jest tu królewną potulnie czekającą na ratunek. Przez lata słyszała, że jest zbyt dobra, naiwna i słaba, aż sama zaczęła w to wierzyć, więc jej walka o odzyskanie własnego głosu (mimo że cały czas biega za sercem) poruszyła mnie najbardziej. Na szczęście w tym chaosie nie jest sama. Towarzyszy jej Will – szczery, rozsądny i zdecydowanie mniej cierpliwy wobec jej naiwności, bo nie jest i wcale nie musi udawać księcia z baśni. Jest też Arno, mój osobisty faworyt. Złodziejaszek z humorem, sprytem i talentem do rzucania mądrościami dokładnie wtedy, kiedy nikt ich nie potrzebuje. Relacja tego tria nie rozwija się podręcznikowo, ale dla mnie dokładnie tak, jak powinna. Są spięcia, jest wsparcie, a na szczęście brak w tym pudru i tandetnego lukru. |
|
Świetnie skrojeni bohaterowie to jednak nie wszystko. W pakiecie dostałam mroczny las, gobliny, trolle, złowrogie wrony i pająka Webera, który okazał się… po prostu uroczy (zupełnie się tego po sobie nie spodziewałam).
Początek wprawdzie dłużył mi się przez zbyt spokojne tempo, ale później historia całkowicie mnie wciągnęła. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jennifer Donnelly, ale już wiem, że nie ostatnie. Jeśli wszystkie jej baśnie mają tyle klimatu i świeżych pomysłów, to poproszę o więcej.


No Comment! Be the first one.