Morderstwo w Londynie, japońskie korporacje i świat przyszłości, czyli Piotr Kucharski i Yokai Heishi.
Długo zastanawiałam się, po jaki tytuł sięgnąć do tegorocznego questa w kategorii Cyberpunk/Steampunk. Kiedy zdałam sobie sprawę, że odpowiednia książka czeka na mnie na półce i jest nią Yokai Heishi Piotra Kucharskiego, która kupiła mnie jakiś czas opisem książki i samą okładką.
Cesarstwo Japonii.
Detektyw Scotland Yardu i agent Chryzantemowego Tronu łączą siły, by rozwikłać sprawę. Każdy trop prowadzi do nowych pytań, a granice lojalności i władzy zostają wystawione na próbę.
W świecie przyszłości prawda bywa bronią, a milczenie – najcenniejszą walutą.
Duch.
Muszę przyznać, że świat wykreowany przez Piotra Kucharskiego kupił mnie niemal od razu.
Alternatywna wizja Londynu pod wpływami Cesarstwa Japonii okazała się znacznie ciekawsza, niż początkowo zakładałam, a kiedy do tego doszło śledztwo i polityczno-korporacyjne intrygi, wiedziałam już, że będzie to lektura zdecydowanie dla mnie.
|
Najbardziej spodobało mi się jednak to, że autor nie próbował na siłę udowadniać, jak bardzo cyberpunkowa jest jego historia. Nie zasypał mnie technologicznym żargonem ani opisami kolejnych gadżetów. Futurystyczny świat po prostu żył w powieści własnym życiem i bardzo naturalnie stał się tłem dla prowadzonego śledztwa. Dzięki temu równie mocno wciągnęło mnie odkrywanie kolejnych tropów, co poznawanie zasad rządzących tym uniwersum. Sporo dobrego robi także duet głównych bohaterów. Ich współpraca, wynikająca z odmiennych doświadczeń i kultur, wypada wiarygodnie i naprawdę dobrze napędza całą historię. Żałuję jedynie, że autor nie pozwolił mi lepiej ich poznać poza zawodową stroną życia, bo potencjał zdecydowanie w nich drzemie. |
|
Mam też wrażenie, że ten świat mógłby zaoferować jeszcze więcej. Chętnie zajrzałabym głębiej do organizacji Yokai Heishi, poznała kulisy szkolenia Duchów i zobaczyła więcej samego Londynu. Paradoksalnie potraktowałam to jednak jako komplement – po prostu nie miałam ochoty tak szybko opuszczać tego miejsca.
Reasumując. To krótka, ale naprawdę udana historia, która sprawiła mi sporo frajdy. I zdecydowanie nie miałabym nic przeciwko temu, żeby Matsuo Hayashi jeszcze kiedyś zaprosił mnie do swojego świata.
Polecam!


No Comment! Be the first one.