Krwawa zemsta, mistyczna Moskwa i magiczne klany, czyli Adam Przechrzta i Strażnik bram.
Po wydarzeniach z Mrocznych dróg wiedziałam, że historia mojego ulubionego antykwariusza dopiero zaczyna nabierać rumieńców. Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po ostatni tom serii pod tytułem Strażnik bram, żeby sprawdzić, jak Janusz poradzi sobie w samym sercu magicznej Moskwy.
Śmierć ma wiele twarzy.
Świat antykwariusza to kurz i stare grymuary. Wszystko zmienia dźwięk dzwonka, wiadomość z Rzymu i ostatnie „dobranoc” ukochanej żony. By dopaść morderców, bohater musi przestać istnieć. Będzie musiał stać się kimś innym , byłym więżniem i najemnikiem, uciekinierem z czyśca. Demonem z krwi i kości.
Jego cel: mistyczna Moskwa, serce potężnego Kaganatu. Zemsta prowadzi go w sam środek polityki magicznych klanów, gdzie trucizny są potężniejsze od zaklęć, a lojalność kosztuje więcej niż życie.
Magia nie zawsze daje drugą szansę. Czasem daje tylko wybór sposobu śmierci.
Demoniczny najemnik.
Po Mrocznych drogach spodziewałam się po Strażniku bram przede wszystkim kolejnej porcji magii, politycznych gierek i Janusza znowu pakującego się w kłopoty. I dokładnie to dostałam. Tylko tym razem autor postanowił dorzucić mu jeszcze osobistą tragedię, zemstę i mityczną Moskwę. Bo przecież najwyraźniej problemów nigdy nie jest za dużo.
|
Janusz przechodzi tutaj sporą przemianę. Z antykwariusza i maga z coraz większym arsenałem umiejętności robi się człowiekiem napędzanym przede wszystkim gniewem. Nie dostaje nagle supermocy i nie staje się niezniszczalnym herosem. Nadal popełnia błędy, podejmuje kiepskie decyzje i czasem miałam ochotę nim porządnie potrząsnąć. Bo jak na faceta, który trochę już w tym magicznym świecie przeżył, momentami wykazuje się zaskakująco małą zdolnością przewidywania konsekwencji własnych pomysłów. Nie będę ukrywać i pudrować tu rzeczywistości, bo musicie wiedzieć, że książka jest nierówna. Początek dawał radę, szczególnie przemiana Janusza w demonicznego najemnika i cały wątek Moskwy robiły dobrą robotę. Później zrobiło się trochę zbyt chaotycznie – nowych wydarzeń przybywało, a niektóre wątki znikały, zanim zdążyłam się nimi na dobre przejąć. |
|
Szkoda mi też kilku nowych bohaterów, bo część z nich miała naprawdę spory potencjał, a zanim zdążyłam się nimi zainteresować, historia już pędziła dalej. Chciałabym dostać ich więcej, zamiast kolejnego wątku, który pojawia się, robi zamieszanie i równie szybko znika.
Sam finał również pozostawił mnie z niedosytem. Z jednej strony zamyka pewien etap, z drugiej wyraźnie pokazuje, że autor nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tym świecie, co ma swoje „plusy dodatnie i plusy ujemne”.
Mimo tych wszystkich zawirowań i nierówności jestem ogólnie ukontentowana, bo przez tę historię po prostu się płynie. Nie wszystko oczywiście było okej, ale jak zawsze bawiłam się dobrze. A Janusza chyba jeszcze nie mam dość, więc czekam na niego w kolejnej serii – Imperium Skrzydlatego Tygrysa.


Wydaje mi się, że nie ma pozycji bez wad, ale jeśli przy czytaniu ktoś się dobrze bawi to najważniejsze.
Dokładnie tak. :)