Mroczne zagadki, cienie zmarłych i nieustępliwy tropiciel, czyli Jarosław Kukiełka i Nigdy mnie nie odnajdziesz.
Połączenie detektywistycznej intrygi z mroczną fantastyką, w której główny bohater wykorzystuje w swoich śledztwach pomoc z zaświatów, od razu obudziło moją czytelniczą ciekawość. Dlatego gdy tylko mój kalendarz nieco się uwolnił sięgnęłam po Nigdy mnie nie odnajdziesz Jarosława Kukiełki, żeby przekonać się, jak ów nietypowy tropiciel poradzi sobie ze złowrogim Kościołem Żywych i czy ostatecznie uda mu się odszukać kobietę, która obiecała, że nigdy nie zostanie odnaleziona.
Detektyw czy tropiciel?
Gdy władze miasta Tin-Leve zlecają Kavlowi wyjątkowo trudne zadanie, ten radzi sobie znakomicie. Detektyw nie wie jednak, że to wyłącznie test, prolog do ważniejszej misji. Tym razem będzie musiał wykorzystać swoje nie- spotykane umiejętności przeciwko Kościołowi Żywych, organizacji nie tak świętej, za jaką chciałaby uchodzić.
Zdeterminowany tropiciel podejmuje wyzwanie, chociaż wie, że na drodze, poza ludźmi, staną mu cienie zmarłych i ożywieni powstańcy. Nie zrezygnuje, gdyż jego zawodowy cel zdaje się mieć coś wspólnego z prywatnym. Kavel bowiem poszukuje kobiety, która może mieć dla niego odpowiedzi. Kobiety, która w zaświatach, miejscu, gdzie detektyw nabył zdolność wiązania się z cieniami zmarłych, obiecała mu, że nigdy jej nie odnajdzie.
Babcia wymiata
Muszę przyznać, że połączenie mrocznego fantasy i śledztwa to coś, obok czego trudno mi przejść obojętnie. A Kavel? Niech sobie uparcie powtarza, że jest tropicielem, a nie detektywem. Ja i tak swoje wiem.
|
To bohater, którego naprawdę polubiłam. Cyniczny, sarkastyczny, chodzący własnymi ścieżkami i skrywający zdecydowanie za dużo tajemnic. Z przyjemnością odkrywałam kolejne elementy jego przeszłości i obserwowałam, jak jego moce związane z cieniami wpływają na rozwój całej historii. A później weszła Berra. Staruszka z ciętym językiem, która praktycznie każdą scenę potrafiła ukraść dla siebie. I nie będę udawać – to właśnie ona bawiła mnie chyba najbardziej. Bardzo spodobał mi się też sam świat. Tin-Leve to miasto pełne cieni, sekretów, politycznych gierek i miejsc, do których rozsądek podpowiada, żeby jednak nie zaglądać. Czułam, że autor ma na ten świat naprawdę dobry pomysł i jeszcze sporo przede mną ukrywa. Niestety z czasem zaczęły wychodzić na wierzch problemy. Fabuła momentami gubi rytm, niektóre wątki wydają się wrzucone trochę na siłę, a pod koniec zrobiło się na tyle chaotycznie, że kilka razy musiałam zastanowić się, czy to ja zgubiłam trop, czy jednak książka. Mam też wrażenie, że autor miał mnóstwo świetnych pomysłów, ale nie wszystkie dostały tyle miejsca, ile naprawdę potrzebowały. |
|
Mimo wszystko nie żałuję tego spotkania. Świat ma duży potencjał, bohaterowie potrafią wzbudzić sympatię, a zakończenie skutecznie podsyca ciekawość. Dlatego z chęcią sprawdzę, czy w kolejnym tomie ten mrok i wszystkie intrygi ułożą się w jeszcze lepszą historię.


Zupełnie nie kojarzę tej serii.
Było o niej dość głośno, jak wchodziła na rynek, bo to ciekawy debiut z trochę innym pomysłem. :)