Ofiary sekt, suwalskie tajemnice i kontrola umysłu, czyli Artur Urbanowicz i Kultor.
Wiedząc już doskonale, że #artururbanowiczumiewhorror i z grozą mu do twarzy, po prostu nie mogłam przejść obojętnie obok jego kolejnej książki. Dlatego bez większego wahania sięgnęłam po powieść pod tytułem Kultor, żeby sprawdzić, jak tym razem autor poradzi sobie z tematyką niebezpiecznych kultów i prania mózgu w Suwalskim Parku Krajobrazowym.
Straż Ochrony Rodziny.
Pewnego dnia zwraca się do nas o pomoc przedsiębiorca, którego córka zaginęła bez wieści. Jedyny trop w sprawie prowadzi do tajemniczej społeczności z Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Dziewczyna postanowiła zbadać ją w ramach swojej pracy magisterskiej i od tamtej pory nie daje znaku życia.
Kultyści, wszyscy o jednolitym, nienaturalnie bladym kolorze skóry, wierzą ponoć w drugiego Syna Bożego. Ich niesamowity, dom z kolorowymi witrażami w oknach góruje nad kotliną, która przypomina krater po meteorycie. Ziemia ta zdaje się emanować pradawną magią. Kusi. Przyciąga. Pochłania niczym czarna dziura. Ona, dom i wyznawcy to jedność. Całość. Jedna tożsamość.
Kim tak naprawdę jest ich guru? Wytrawnym manipulatorem? Szarlatanem? Czarownikiem podszywającym się pod nową postać Boga? A może najprawdziwszym Antychrystem? Dlaczego porwał niewinną studentkę? Czy uda nam się ją odnaleźć? I czy fakt, że kiedyś sami należeliśmy do sekty, jest naszą siłą, czy słabością…?
Klimat jest, akcji brak.
Nie będę ukrywać – po Inkubie miałam wobec Kultora spore oczekiwania. I chyba właśnie one trochę zadziałały na jego niekorzyść.
|
Największym plusem tej książki jest klimat. Suwalszczyzna znowu robi robotę, a motyw sekty i psychologicznej manipulacji potrafi wywołać ten przyjemny dreszczyk i dyskomfort. Do tego widać, że autor odrobił pracę domową – wstawki o mechanizmach działania sekt były dla mnie jednymi z ciekawszych fragmentów powieści. Problem zaczął się wtedy, kiedy historia postanowiła rozgościć się na dobre. Ponad osiemset stron to sporo, a miałam wrażenie, że spokojnie dałoby się z tej opowieści wyciąć dobre kilkaset linijek bez większej szkody. Więcej tu rozmyślań niż faktycznej akcji, a ja co jakiś czas łapałam się na tym, że czekam, aż w końcu wydarzy się coś, co popchnie fabułę do przodu. Sama historia też chwilami się gubi. Zaczyna się jak psychologiczny thriller z nutą grozy, później skręca w stronę fantastyki i odnosiłam wrażenie, że autor sam jeszcze negocjuje z fabułą, czym ta książka właściwie chce być. Nie wszystko do mnie trafiło, a niektóre decyzje bohaterów wywoływały raczej przewracanie oczami niż napięcie. |
|
Na szczęście końcówka wreszcie wciska gaz. Tajemnice zaczynają się zazębiać, napięcie rośnie i widać, że to wszystko prowadzi do kolejnego tomu. Szkoda tylko, że na ten moment trzeba czekać tak długo.
Reasumując. Kultor Artura Urbanowicza to wciąż dobra książka i kawał solidnej roboty, ale dla mnie zdecydowanie nie najmocniejsza w dorobku autora. Przeczytałam z zainteresowaniem, choć kilka razy miałam ochotę wykrzyczeć autorowi: „Panie Arturze, już wiem, że jest tajemniczo. Możemy iść dalej?”.


No Comment! Be the first one.