Epicki finał, starcie potęg i walka z bogami, czyli Janusz Stankiewicz i Gorath. Zabójcy bogów.
Nie będę ukrywać – na ten finał czekałam z zapartym tchem! Po genialnej Drodze gniewu po prostu musiałam sprawdzić, jak pozamykają i powiążą się wszystkie wątki w ostatnim tomie tej rozpędzonej historii. Bez większego wahania sięgnęłam więc po Gorath. Zabójcy bogów, żeby na własne oczy przekonać się, jak mój ulubiony pół-ork poradzi sobie w tym ostatecznym starciu.
Nadszedł czas Zabójców Bogów.
Czy połączona potęga orków siczowych i imperialnych legionów wystarczy, by powstrzymać smoki i ich armie? W tej wojnie zwyciężą najbardziej bezwzględni.
W samym sercu Imperium Kathana Marr prowadzi własną grę – pośród zdrad, spisków i decyzji, które mogą kosztować ją wszystko.
Tymczasem Gorath, Morana i Noelle podążają tropem Evelona. Czy zdołają wykonać rozkaz: znaleźć i zabić elfiego maga? Na dalekiej północy odkryją prawdę, która odmieni nie tylko losy wojny, ale i samo oblicze świata.
Nadszedł czas Zabójców Bogów.
To już jest koniec…
No i stało się. Dotarłam do końca przygody z Gorathem i przyznaję, że z tą serią rozstawało mi się wyjątkowo ciężko. Od pierwszego tomu zdążyłam się przywiązać nie tylko do samego półorka, ale też do całego tego brutalnego, mrocznego świata, w którym nigdy nie było miejsca na łatwe decyzje.
W finałowej odsłonie naprawdę sporo się dzieje. Wojna ze smokami nabiera rozpędu, demony coraz śmielej mieszają w świecie żywych, a bohaterowie muszą zmierzyć się zarówno z dawnymi wrogami, jak i własnymi wyborami. Akcja praktycznie nie zwalnia, a kolejne wydarzenia płynnie prowadzą do finału, który w satysfakcjonujący sposób domyka najważniejsze wątki.
Najbardziej cieszy mnie jednak to, że Gorath ani na moment nie traci charakteru. Nadal jest twardym wojownikiem, ale nie takim, który najpierw macha mieczem, a dopiero później myśli. To bohater, który popełnia błędy, wątpi i bierze odpowiedzialność za własne decyzje. Bardzo lubię takie postacie.
Nie zabrakło też smoków, magii, politycznych intryg i kilku scen bitewnych, które aż proszą się o ekranizację. Chwilami miałam jedynie wrażenie, że autor trochę za mocno przyspieszył i niektórym wydarzeniom przydałoby się więcej miejsca, bo potencjał był naprawdę ogromny.
Mimo tego dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam od zakończenia tej serii – emocje, świetną przygodę i poczucie, że był to dobrze wykorzystany czas. A z Gorathem po prostu żal się żegnać.


No Comment! Be the first one.