Mroczna posiadłość, handel tajemnicami i widzenie zmarłych, czyli Heba Al-Wasity i Weavingshaw.
Opowieści rozgrywające się na mglistych wrzosowiskach, pełne mrocznych sekretów i niebezpiecznych układów z potworami, to jest to, co tygryski lubią najbardziej. ;) Dlatego bez większego wahania sięgnęłam po Weavingshaw, żeby sprawdzić, jaką cenę przyjdzie zapłacić głównej bohaterce za pakt ze Świętym Ciszy i jej misję w tej zapomnianej posiadłości.
Duch Percivala Avona.
Święty Ciszy handluje tajemnicami: spełnia niemożliwe życzenia w zamian za wyjawienie sekretów. Im mroczniejszy sekret, tym wyższa cena.
Leena skrywa swoją tajemnicę, która prześladuje ją od siedemnastego roku życia – widzi zmarłych. Kiedy jej brat zaczyna ciężko chorować, dziewczyna wie, że jedyną szansą na zdobycie lekarstwa jest zwrócenie się do Świętego. Cena okazuje się jednak wyższa, niż mogła przypuszczać.
Aby ocalić brata, Leena musi pomóc Świętemu Ciszy odnaleźć ducha Percivala Avona, ostatniego władcy Weavingshaw – mrocznej posiadłości na wrzosowiskach. To właśnie tam przyjdzie jej zmierzyć się ze śmiertelnymi niebezpieczeństwami, mrocznymi sekretami zmarłych i narastającą fascynacją swoim zagadkowym towarzyszem.
Z klasą.
Przyznaję bez bicia – do Weavingshaw podchodziłam z lekkim kręceniem noskiem. O ile zaciekawiło mnie mocno zarysowane w zapowiedzi tło, to gdzieś z tyłu głowy uruchomił mi się alarm na kolejne mroczne romantasy. Już widziałam oczami wyobraźni bohatera, który ma więcej sekretów niż szafek w IKEI, i bohaterkę zakochaną po trzech spojrzeniach. Na szczęście dostałam coś znacznie lepszego.
|
Fabuła kręci się wokół Leeny, która próbuje uratować chorego brata i trafia do tajemniczego Świętego Ciszy – człowieka spełniającego życzenia w zamian za sekrety. Wspólnie wyruszają tropem zaginionego lorda oraz jego ducha. Z każdym kolejnym odkryciem okazuje się, że tutaj praktycznie każdy coś ukrywa. Bardzo podobało mi się, że zagadki odsłaniają się stopniowo i do końca nie miałam pewności, komu właściwie można ufać. Pod osłoną tych wszystkich tajemnic rozwija się wyjątkowo powolna i fajna relacja między Leeną a jej pracodawcą. Niby początek zaczyna się klasycznie, od oklepanej nienawiści, ale muszę przyznać, że te ich dyskusje i docinki miały w sobie zdecydowanie więcej klasy niż w innych tego typu powieściach. Oczywiście wątku romantycznego nie dało się uniknąć i między bohaterami zaczyna iskrzyć, ale bez wjeżdżania od razu na pełnej. |
|
Dzięki czemu fajnie obserwuje się każdą wymianę zdań miedzy tą dwójką, analizuje się każde spojrzenie, które wyraźnie ma więcej znaczenia niż niejedna scena pocałunku w innych książkach.
Bardzo podobał mi się też gotycki klimat, duchy, sekrety i ponura posiadłość, która momentami kradła całe show. Do tego fajnie autorka cichaczem wplotła w fabułę motyw uchodźstwa i nierówności społecznych, który nie sprawia wrażenia dopisanego na siłę.
Oczywiście mimo tych moich achów i echów nie było idealnie.
Początek momentami ciągnął się bardziej, niż bym chciała, a część wątków aż prosiła się o mocniejsze rozwinięcie. Ale kiedy historia w końcu nabiera rozpędu, naprawdę trudno było mi się od niej oderwać. Skończyłam z bananem na twarzy i jedną bardzo konkretną myślą – poproszę kolejny tom. Najlepiej już.


No Comment! Be the first one.