Rycerskie zakony, mroczna magia i potęga smoków, czyli Romuald Pawlak i Smoczy ogień.
Do tegorocznego wyzwania #polskafantastykafajnajest szukałam książki ze smokiem w tle. Kiedy zdałam sobie sprawę, że – kurczaczek! – większość polskiej fantastyki ze smokami mam już przeczytaną, ten zbiór opowiadań wydał mi się idealnym kandydatem do kategorii „Smoczo mi”. Bez większego wahania sięgnęłam więc po Smoczy ogień, żeby przekonać się, jak autor połączył mroczną magię, dylematy niegotowych królów i te budzące jednocześnie zachwyt i strach bestie.
Dwanaście opowiadań.
Jak już tradycja nakazuje, nie będę tu pochylać się nad każdym z dwunastu opowiadań, ale pozwolę sobie przytoczyć ich tytuły.
- Armia ślepców
- Jaszczurczy pierścień
- Wieża Helfensteinów
- Róże w maju
- Splątany wzór
- Equnculus
- Krótki sen o opisaniu świata
- Stary lód
- Demony
- Sokół i skała
- Stwórca cieni, mistrz przemian
- Namaluj gołębia, Berckheyde
Joannici i smoki.
Jak odwiedzacie od czasu do czasu ten niePoważny kawałek Internetów, to wiecie, że nie jestem największą fanką opowiadań, ale od święta po nie sięgam. Zbiory krótkich form mają bowiem to do siebie, że zwykle po kilku tekstach zaczynam analizować, czy nowo przeczytany jest „lepsiejszy” od poprzednika, albo czy z danego pomysłu nie dałoby się „nakręcić pełnometrażowej” powieści. Dodatkowo jedne historie zostają pod kopułą na dłużej, a inne ulatują z głowy szybciej niż smok na widok Dratewki. I dokładnie tak było ze Smoczym ogniem.
|
Najbardziej przypadł mi do gustu cykl o joannitach – opowiadania Róża w maju, Demony oraz Sokół i skała spokojnie mogłyby rozrosnąć się do pełnoprawnej książki. Dostałam tu świetne historyczne tło, smoki, rycerskie klimaty i bohaterów, których po prostu dobrze się śledzi. Szczególnie w Demonach podobało mi się to, jak autor rozwinął skrzydła – jest przygoda, napięcie, odrobina refleksji i świat, do którego chętnie bym jeszcze na chwilę wróciła. Bardzo dobrze wypadło też opowiadanie Equnculus. Choć to już zupełnie inny, mroczniejszy, momentami wręcz horrorowy klimat. Dziwny zamek, niepokojąca atmosfera i kilka scen skutecznie podkręciły moją wyobraźnię. No ale jak to w antologiach bywa – nie wszystkie teksty trzymają ten poziom, dlatego część historii zwyczajnie przeleciała mi przez głowę bez większych emocji. Muszę jednak docenić sam warsztat autora, bo pisze lekko, sprawnie i świetnie odnajduje się w historycznym fantasy. |
|
Reasumując. Smoczy ogień Romualda Pawlaka to nierówny zbiór, ale z kilkoma naprawdę mocnymi perełkami. Jeżeli macie ochotę na trochę smoczych historii w ciekawym wydaniu, to myślę, że warto dać mu szansę.


No Comment! Be the first one.