Cmentarne duchy, gadający kruk i siła miłości, czyli Peter S. Beagle i Przytulne miejsce.
Tamsin i W Kalabrii Petera S. Beagle swego czasu mocno zapadły mi w pamięć, dlatego wieść o kolejnej jego opowieści – tym razem rozgrywającej się między światem żywych a krainą zmarłych – od razu wzbudziła moją ciekawość. Dlatego bez większego wahania sięgnęłam po Przytulne miejsce, żeby sprawdzić, co autor przygotował dla bezdomnego bankruta i jego uroczego kruka.
Mężczyzna i kruk.
Jonathan nie czuje się jednak samotny. Potrafi rozmawiać z duchami. Zaprzyjaźnia się z dwojgiem nowych „lokatorów” cmentarza, Michaelem i Laurą, którzy zakochują się w sobie, i staje się świadkiem ich kruchego romansu. Michael nie pamięta jednak okoliczności swej śmierci, a im dalej oboje oddalają się od świata żywych, tym bliższy wydaje się kres ich miłości.
Pewnego dnia odwiedzająca cmentarz wdowa znajduje Jonathana w jego przytulnej kryjówce. Czy to spotkanie odmieni jego spokojną egzystencję?
Miłość, duchy i cmentarz.
Nie spodziewałam się, że książka, której akcja w dużej mierze rozgrywa się… na cmentarzu, okaże się tak zaskakująco ciepła i urokliwa.
Jonathan Rebeck od dziewiętnastu lat mieszka w mauzoleum i całkiem nieźle urządził sobie codzienność w towarzystwie zmarłych. Kiedy na cmentarzu pojawiają się nowi lokatorzy, Michael i Laura, Jonathan pomaga im oswoić się z nową rzeczywistością. Tłumaczy zasady ich nowego „życia”, słucha ich, a przy okazji mimowolnie staje się świadkiem rodzącego się między nimi uczucia. I muszę przyznać, że ta relacja całkowicie mnie zachwyciła – wyszła delikatnie, trochę smutno, trochę absurdalnie, ale przede wszystkim bardzo ludzko.
|
Do Jonathana jednak wracając. Jego cmentarny, wypracowany przez lata spokój pryska, gdy na jego drodze staje pewna wdowa. Rewelacyjnie obserwowało mi się tego dojrzałego faceta, który całym sobą wręcz pokazywał, że rozmowa z żywą osobą potrafi być dla niego znacznie bardziej przerażająca niż pogawędka z duchem. No i właśnie to jego zachowanie, rodzące się uczucie Michael i Laura wspaniale nadawały rytm tej powieści. Rytm, który nie dostarczył mi jakiś szalonych atrakcji i niespodziewanych zwrotów akcji, ale za to dał piękną historię utkaną z rozmów o miłości, pamięci i przemijaniu. Autor podał to z ogromnym wyczuciem, choć momentami czułam już lekki przesyt filozoficznymi dysputami przy nagrobkach. Zwłaszcza że akcja dość szybko zdradziła swój kierunek i później już po prostu leniwie płynęła, zamiast czymkolwiek zaskakiwać. |
|
Na szczęście totalnym złodziejem scen okazał się kruk. Sarkastyczny, bezczelny i wiecznie komentujący rzeczywistość z właściwą sobie ironią. Gdy tylko pojawiał się na scenie, od razu łapałam oddech. Jego cięte uwagi i zdrowy dystans do świata idealnie równoważyły ten cały refleksyjny ton – bez niego ta historia byłaby zdecydowanie bardziej ponura.
Reasumując. Przytulne miejsce Petera S. Beagle’a to spokojna, osobliwa rzecz o samotności i pamięci, która bardziej skłoniła mnie do zadumy, niż trzymała w napięciu. I choć brakowało mi tu większej dynamiki, to specyficzny klimat i bohaterowie skutecznie osłodzili mi te drobne przestoje.
Polecam!

No Comment! Be the first one.