Wojna domowa i bezwzględna zemsta, czyli Arkady Saulski i Daisho.
Po absolutnej petardzie, jaką był Ronin i tym nieszczęsnym, złamanym serduchu, po prostu musiałam natychmiast sprawdzić, co czeka Karola w kolejnym odcinku. Dlatego bez większego zastanawiania sięgnęłam po trzeci tom cyklu pod tytułem Daisho, bo coś czuję, że ten kończący serię tom, to będzie po prostu ogień!
Ostatnie zadanie.
Kiedy młody mężczyzna znika w rodzinnej Birmie, jedynie Karol Hotaro może sprowadzić go z powrotem, tym bardziej, że to syn przyjaciela jego ojca. Kraj pogrążony jest w brutalnej wojnie domowej, będącej pokłosiem konfliktu między Rosją, Chinami a Zachodem. Hotaro podejmuje się zadania, korzystając z pomocy Kozaka oraz Alyny z ukraińskiego wywiadu wojskowego HUR. Przeciw sobie ma pana Li — emerytowanego chińskiego generała, który pragnie zemsty za śmierć swojego syna. Obaj są pionkami w grze, w której udział biorą chińskie służby, prywatne firmy wojskowe, a nawet technologiczny miliarder, dążący do osiągnięcia przewagi w nowym globalnym układzie sił.
Petarda!
Tak jak przypuszczałam – ostatnie spotkanie z Karolem Hotaro to absolutna petarda!
|
Mój ulubiony polsko-japoński komandos, zamiast planowanej emerytury, ląduje w ogarniętej wojną domową Birmie. Wszystko przez ojca, który podrzuca mu klienta i przy okazji zaczyna zachowywać się wobec syna jakoś tak… inaczej. W nowej misji towarzyszy mu oczywiście wierny przyjaciel Kozak, a całość szybko zmienia się w krwawy, polityczno-militarny koktajl o najwyższą stawkę. Nie będę się rozwodzić nad chemią między bohaterami czy humorem – o tym pisałam już w poprzednich notkach. Ale jedno muszę oddać: Arkady Saulski dorzucił w tym odcinku konkretnie do pieca. Od adrenaliny, krwi i trupów trzeba się wręcz odganiać, a całość podkręca genialny research. Szczegóły dotyczące uzbrojenia, taktyki walki i globalnych zależności autor podaje sugestywnym, plastycznym językiem. Nie oszczędza przy tym nikogo – niczym George R.R. Martin przypomina, że w świecie najemników nikt nie jest bezpieczny. |
|
Akcja porywa od pierwszej strony, a potrójny, nostalgiczny i brutalny finał w stylu Rambo zmusza do sięgnięcia po szklankę melisy.
Reasumując. Daisho Arkady Saulskiego to rasowe, spójne i angażujące kino akcji na papierze, które idealnie domyka tę mocną serię. Fani konwencji będą zachwyceni.
Siarczyście polecam!

No Comment! Be the first one.