Ekoaktywizm, nowoczesna rewolucja i technologiczny kryzys, czyli Magdalena Salik i Wściek.
W ramach wyzwania #polskafantastykafajnajest przyszedł czas na zmierzenie się z nieco mocniejszym, klimatycznym thrillerem. Dlatego sięgnęłam po książkę Magdaleny Salik pod tytułem Wściek, żeby sprawdzić, jak autorka radzi sobie z tak gęstą i bezkompromisową wizją naszej niedalekiej przyszłości w oparach bezdusznych korporacji, przywracania do życia mamutów (to był główny motor napędowy mojej decyzji ) i buntu nowego pokolenia rewolucjonistów.
Mamuty.
Głęboko pod powierzchnią dojrzewa nowe pokolenie rewolucjonistów, dla którego cała dotychczasowa historia ludzkości to jedynie nieistotny przypis do nowej ery. Gdy giną ludzie z pierwszych stron gazet, a światem wstrząsa seria potężnych awarii sieci energetycznych, nieuchronnie pojawia się pytanie o źródła technologicznej przewagi buntowników…
Że ke?
Miało być grubo, a wyszło… no właśnie nijak.
Na Wściek Magdaleny Salik zapatrywałam się z konkretnym apetytem na mięsisty thriller technologiczny. I przyznam bez bicia, że dawno żadna lektura tak mocno mnie nie wymęczyła.
Sam pomysł wyjściowy – ekologiczny cyberpunk bliskiego zasięgu, w którym naukowcy wskrzeszają mamuty inżynierią genetyczną – brzmiał absolutnie mega. Do tego podobał mi się pomysł na duet głównych bohaterów. Ona eksperymentuje dla obrzydliwie bogatego człowieka, on bawi się w bezkompromisowy ekoaktywizm. Czułam, że będzie to fajny punkt wyjścia do ciekawej dyskusji. No i w tym miejscu sprawa się rypła.
Bo zamiast głębokiej debaty dostałam rzucane z nabożnością hasła z nagłówków gazet i sensacyjny pościg, w którym bohaterowie głównie przekrzykują się, kto ma rację.
Mogłabym to jakoś przeżyć, ale powoli z kartki na kartkę coraz bardziej zaczął uwierać mnie język. Rozumiem, że to wizja przyszłości, ale nagromadzenie korpomowy i innych potworków w stylu „sosziale”, „fejm” czy „krindż” sprawiło, że momentami czułam się, jakbym czytała bełkot uzależnionych od sieci nastolatków.
Na dodatek, kiedy w finale fabuła nagle i skąpo skręciła w stronę sztucznej inteligencji, zamiast zadowolenia poczułam spore rozczarowanie. Szkoda, potencjał był ogromny.
Reasumując. Wściek Magdaleny Salik to ciekawy, choć dla mnie zmarnowany pomysł na fajny thriller technologiczny. Ale umówmy się – to, co wymęczyło mnie, Wam może akurat się spodobać. Dlatego jeśli lubicie ekologiczny cyberpunk, intryguje Was motyw wskrzeszania mamutów i macie ochotę sprawdzić, jak autorka poradziła sobie z tą wizją przyszłości, to po prostu sięgajcie i przekonajcie się sami.


No Comment! Be the first one.