Morskie bitwy i magiczny głód, czyli Michał Organiściak i Poławiacze sunu.
W ramach wyzwania #polskafantastykafajnajest i questu z wyboru sięgnęłam po książkę Poławiacze sunu. Wszystko przez @ahywka_p, która zmobilizowała chyba pół internetów w głosowaniu na książkę Michała Organiściaka. A ponieważ rzadko przechodzę obojętnie obok marynistycznych klimatów, korsarskich kordelasów i mrocznej magii, która zamiast darem, okazuje się przekleństwem, nie narzekałam na ten wybór, a wręcz ochoczo ruszyłam ku przygodzie!
Śmiertelny nałóg.
Oto historia dwóch braci, których los rozdzielił, a ambicja i błędy przeszłości znów pchnęły ku sobie. Starszego, który walczy o resztki godności w oparach magicznego głodu, i młodszego, Cobara, który w pogoni za wielkością zbyt często zapomina, że dno rzeki jest bliżej niż szczyt masztu. To kronika świata, gdzie salwy burtowe i świst korsarskich kordelasów zagłuszają szept politycznych intryg.
Magia nie jest tu darem bogów, lecz bronią, która najpierw uzależnia, a potem pożera duszę i ciało. A gdy wielka polityka zderza się z desperacją wyjętych spod prawa, jedno pozostaje pewne – każda decyzja ma swoją cenę, najczęściej płaconą krwią.
Wesoło, chaotycznie i z pirackim zacięciem.
Po debiut Michała Organiściaka sięgnęłam, bo musiałam No dobra, chciałam, ale że akurat tak zgrabnie z wyzwaniem wyszło, to lektura wpadła szybciej, niż przypuszczałam I muszę przyznać, że jestem ukontentowana, bo dostałam opowieść typowo awanturniczą, podbitą rubasznym humorem i solidną dawką fantastyki. Ale do brzegu
|
Fabuła wrzuciła mnie od razu na głęboką wodę, w środek brawurowej ucieczki Cobara. Chłopak działa jak magnes na kłopoty, a gdy trafia na okręt do starszego brata, Martena (który też ma całkiem sporo za uszami ), to właśnie ich pełna napięcia, szorstka, a jednocześnie przepełniona braterską miłością relacja trzyma tę historię w ryzach. Obaj braciszkowie do zbyt pokornych nie należą i nie potrafią usiedzieć na czterech literach – szczególnie w pobliżu płci pięknej. Co rusz pakują się więc w mniejsze lub większe tarapaty. Na dodatek Marten zmaga się z uzależnieniem od sunu – substancji, która z jednej strony daje potężnego kopa i moc, ale z drugiej, po odstawieniu, gwarantuje mało przyjemny zgon. Ten piracki pakiecik premium dostarczył mi morskich bitew, sporej dawki procentów i syrenę (i to nie byle jaką). Tempo, jakie zapewnili mi chłopcy (a może jednak autor ), jest filmowe i wierzcie mi – nie miałam czasu na nudę. |
|
Rozpływam się tu jak rum w kubku starego wilka morskiego, ale nie wszystko było idealne. Wątki kobiece potraktowano po macoszemu, wręcz narzędziowo, a system magiczny i motyw nosicieli pasożytów zostawiły mnie z dużym niedosytem (tu się aż prosi o więcej). Potencjał był ogromny, a ja zwyczajnie marudzę, bo mi się podobało, a dostałam tego po prostu za mało!
Reasumując. Poławiacze sunu Michała Organiściaka to świetny debiut w korsarskich klimatach, który czytało mi się wyśmienicie. Te lekkie magiczne niedoróbki można zrzucić na karb nadmiernej ilości procentów na pokładzie.
Autorowi życzę wiatru w żagle, a sama czkam na więcej tak pasjonujących przygód!
Polecam gorąco!


Ale się cieszę że ci się spodobało! To była naprawdę świetna awanturnicza przygoda piracka! i to prawda, wątki kobiecie mogłyby być trochę mniej narzędziowe, ale jak na typowo rozrywkową pozycję, nie ma co się nadmiernie czepiać! Czekamy razem na ciąg dalszy!
Tak, tak czekamy! I już ustaliliśmy, że te kobiece postacie to wszystko wina tego rumu na pokładzie :P