Mityczne potwory i rodzinne tajemnice, czyli Agnieszka Mróz i Płomień poświęcenia.
Po zaskakująco dobrym i pozbawionym cukierkowego banału pierwszym tomie, byłam bardzo ciekawa, jak dalej potoczą się losy Jillian i Hyde’a. Dlatego bez większego zastanawiania sięgnęłam po kontynuację pod tytułem Płomień poświęcenia, żeby sprawdzić, jak autorka rozwinie tę pełną niebezpiecznych sekretów historię.
Ocalić siostrę…
Sprawę dodatkowo komplikuje nieuchronnie zbliżająca się przemiana Feniksjanki oraz pojawienie się tajemniczych Mitycznych, których motywacje pozostają dla bohaterów niejasne. Kto okaże się sprzymierzeńcem, a kto zagrożeniem? Czy trudna sytuacja zbliży do siebie Jillian i Hyde’a, czy pogrzebie ich szanse na szczęście?
Krwawe starcia, ból i bezwzględne intrygi.
Nie będę ukrywać, iż sięgając po Płomień poświęcenia, troszeczkę bałam się syndromu drugiego tomu i tego, że romans Jillian i Hyde’a wjedzie na pełnej. Na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione, a ta książka to jest po prostu ogień.
|
Ewidentnie autorka nie lubi cukierkowych romansów i klepania po pleckach swoich bohaterów. Akcja musi być konkretna, a brak szram po starciu nie jest wpisany w scenariusz. Fabuła, podobnie jak w poprzednim odcinku, jest dynamiczna i konkretna. Jillian wciąż próbuje ocalić siostrę, Void (jak na dobry czarny charakter przystało ) zawsze jest o dwa kroki przed wszystkimi, a świat robi się coraz mroczniejszy i coraz mniej przyjazny. Feniksy, Mityczni, krwawe starcia i tajemnice – jest tu właściwie wszystko i momentami nawet odrobinę za dużo. Były chwile, kiedy nadmiar nazw i zależności kazał mi się zatrzymać i zastanowić, czy dobrze połączyłam ludzi, chimery i wszystkie inne kropki. Miałam jednak wrażenie, że ten ciekawie skrojony świat po prostu rozrósł się do całkiem sporych rozmiarów. Jest bardziej złożony i ambitniejszy, ale żeby nie było, nadal pozostaje do ogarnięcia, a odkrywanie kolejnych elementów tej układanki dawało mi zwyczajnie sporo frajdy.
|
|
Nie będę jednak ukrywać, że znowu najbardziej kupiły mnie relacje między bohaterami. Nie, nie będę się rozczulać nad Jillian i Hydem, bo ich relacja nadal ma status „to skomplikowane”.
Za to Shadow… oj, Shadow w tym tomie zrobił robotę. To właśnie on w moich oczach skradł tu całe show. Nie tylko przez swoją tajemniczość i charyzmę, ale przede wszystkim przez historię, którą dźwiga na barkach. Jest w nim coś takiego, że każda scena z jego udziałem od razu przykuwała moją uwagę. I bardzo fajnie zagrał mi też jego wątek z Sue.
Po pierwszych stronach byłam przekonana, że dostanę bohaterkę cierpiącą i marudzącą, a tymczasem dziewczyna szybko znajduje dla siebie miejsce i cel. Do tego relacja tej dwójki rozwija się spokojnie, bez zbędnego pędu i właśnie dlatego tak dobrze mi się ją śledziło.
Reasumując. Płomień poświęcenia Agnieszki Mróz to kawał mięsistej, konkretnej fantastyki z pazurem i świetnym klimatem. Czuć po tym odcinku, że ta historia dopiero nabiera rozpędu, a ja już czekam na więcej.
Polecam!
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:
|
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję: Wydawnictwu Zysk i S-ka
|



No Comment! Be the first one.