Wilkozacy, caryca Katarzyna i śmiertelny artefakt, czyli Rafał Dębski i Księżycowy sztylet.
Po lekturze Krwi z krwi zostałam z solidną porcją wilkołackiego klimatu, świetnymi bohaterami, ale też z lekkim niedosytem przez te nieszczęsne, polityczne spowolnienia. Mimo wszystko przygody mołojców z dwiema duszami polubiłam na tyle, że bez większego zastanawiania sięgnęłam po ostatni tom serii Rafała Dębskiego pod tytułem Księżycowy sztylet.
Caryca Katarzyna i Stanisław August Poniatowski.
W obliczu zagrożenia ze strony imperium moskiewskiego, Wilkozacy musieli opuścić dawne sicze, przenieść się jak najdalej od ludzkich siedzib, pozwolić o sobie zapomnieć. Jednak świat o nich zapomnieć nie chce. Niespodziewanie pojawia się artefakt, który stanowi śmiertelne zagrożenie dla walecznych Wilków…
Wojenne zmagania, polityczne intrygi, gorąca miłość, a także skrajnie grzeszne namiętności. Jest tu miejsce na płacz, ale i na uśmiech, na honor i zdradę, przyjaźń i nienawiść oraz na wszystko, co mieści się między pojęciami przyzwoitości i podłości.
Wilk z szablą w garści i polityczna nuda.
Po odsłuchaniu poprzedniej części zostałam z dość mieszanymi uczuciami, ale ponieważ lubię te klimaty, to i po trzeci tom Wilkozaków sięgnęłam z nadzieją na mniej polityki, a więcej bijatyki. Bo sam pomysł na to uniwersum – gdzie mołojcy kontrolują swoją bestię, a zamiast kłów wolą rąbać szablami – niezmiennie mnie bawi i potrafi dać sporo frajdy.
I o ile stronę fikcyjną, ze szczególnym lookiem na Micheja i Kiryła, słuchało mi się wybornie, o tyle warstwa historyczna momentami potwornie wiała nudą. Postacie z podręczników, od Poniatowskiego po carycę Katarzynę, zostały nakreślone wyjątkowo bezpieczną, grubą i schematyczną kreską. Król tradycyjnie użala się nad sobą, a caryca ocieka przerysowaną perwersją – nic, co mogłoby zaskoczyć kogoś, kto choć trochę zna epokę.
Ta cała polityczna nerwówka i łopatologiczne motywacje bohaterów sprawiały, że fabuła momentami wałkowała się na jedno kopyto, a niektóre sztuczne dialogi i walki zwyczajnie mnie nudziły. Na szczęście czytacz Roch Siemianowski robił wszystko, by zainteresować mnie tym, co dzieje się na planszy, dzięki czemu całość ostatecznie wchodziła gładko.
Reasumując. Księżycowy sztylet to solidna, porządna powieść awanturnicza z dobrze zarysowanymi wątkami, która jednak nie dodaje niczego przełomowego do całej serii. Niemniej słuchało jej się wyjątkowo dobrze i muszę przyznać, że autor bardzo fajnie wpasował Wilkozaków w wydarzenia historyczne na Kresach Wschodnich.
Jeżeli lubicie taki miraż fantastyki z historią, to seria powinna Wam się spodobać.


No Comment! Be the first one.