Klasyka magii i miecza, legendarny duet łotrzyków i kultowe miasto, czyli Fritz Leiber i Niefart w Lankhmarze.
Do klasyki literatury fantasy zawsze podchodzę z ciekawością, zwłaszcza gdy mowa o cyklu, który kładł podwaliny pod cały podgatunek magii i miecza. Dlatego bez większego wahania sięgnęłam po zbiorcze wydanie opowiadań Fritza Leibera pod tytułem Niefart w Lankhmarze, żeby sprawdzić, jak po latach bronią się przygody Fafhrda i Szaryego Myszołapa.
Barbarzyńca Fafhrd i były uczeń czarodzieja Szary Myszołap.
W drugiej części dwaj łotrzykowie szukają szczęścia w Lankhmarze i poza nim. Na swojej drodze spotykają dwóch czarodziejów – Sheelbę o Twarzy Bez Oczu oraz Ningauble’a o Siedmiu Oczach. Choć początkowo dochodzi między nimi do napięć, z czasem Fafhrd i Szary Myszołap wplątują się w ich sprawy, stając się nieoczywistymi sojusznikami.
Miecz, magia i seryjne kłopoty.
Sięgając po przygody Fafhrda i Szarego Myszołapa, miałam z tyłu głowy, że oto spotkam legendę fantasy. Wiecie – jedna z tych książek, o których wszyscy mówią: „klasyka, trzeba znać”. No więc poznałam.
|
Bawiłam się całkiem nieźle, choć nie będę udawać, że przepadłam bez reszty – momentami fabuła ciągnęła mi się niczym przysłowiowa guma w majtasach. Ale do brzegu. Niefart w Lankhmarze Fritza Leibera to zbiór epizodycznych przygód, więc jeśli nastawiacie się na jedną, spójną historię, możecie się lekko rozczarować. Zamiast wielkiego celu dostaniecie kolejne awantury, magów i karczmy, w których zdecydowanie łatwiej o kłopoty niż o wolny stolik. To przechodzenie od bójki do bójki – niczym zaliczanie kolejnych misji w grze – nie jest jednak monotonne, bo robotę robią sami bohaterowie. Chłopaki tworzą świetny duet. Jeden działa siłą, drugi sprytem, a w tarapaty pakują się z godną podziwu regularnością. Świetnie skrojeni bohaterowie niewątpliwie sąd dużym atutem książki, jednak dla mnie największym plusem okazał się klimat starej szkoły i styl autora – nawet gdy tempo mocno siadało, język robił swoje. |
|
Oczywiście musicie się przygotować na to, że wiek tej historii momentami daje o sobie konkretnie znać. Kobiece postacie bywają tu raczej słabą dekoracją, a brak wyraźnego zmierzania do finału potrafi znużyć.
Mimo to rozumiem, dlaczego ta książka położyła fundamenty pod gatunek magii i miecza.
Jeśli chcecie sprawdzić, jak rodziły się korzenie gatunku, sięgajcie śmiało. Warto!



No Comment! Be the first one.