Walka ze złym – ostatnie starcie? Siódme życzenie Marcina Mortki.
Kociołek i jego drużyna to już dla mnie taka literacka pewniaczka – wiem, że będzie chaos, będzie humor i będzie przygoda doprawiona solidną porcją absurdu. Dlatego też, po wydarzeniach z Doli i Losu nie mogłam sobie odmówić kolejnego spotkania z tą zakręconą ekipą, więc bez większego zastanowienia sięgnęłam Siódme życzenie, czyli (tak dobrze się domyślacie) siódmą odsłonę cyklu Drużyna do zadań specjalnych Marcina Mortki.
Dwie drużyny – chłopaki i dziewczyny.
Król Rodryk Odnaleziony ma wątpliwości. Wysyła Kociołka, by poszukał odpowiedzi w księgach zgromadzonych w Wieżycy. Edmund i jego kompania ruszają w drogę.
To tylko wyprawa do biblioteki. Co może pójść nie tak?
Równolegle karczmę Pod Kaprawym Gryfem opuszcza żeńska drużyna, pod wodzą niewidzialnej królowej. Kobiety nie wiedzą, że ten, kto za nimi podąża, może ściągnąć na świat trwałe nieszczęście.
Do kogo należy głos, który prześladuje Sarę?
Czy Gramm słusznie wścieka się na Kociołka?
Co gryzie elfa Eliaha? (I dlaczego zaczął tyle gadać?!)
I kto, na zarazę, nasikał do beczek z piwem?
Wesoło, chaotycznie i z lekkim kacem.
Niby troszeczkę smuteczek, bo Siódme życzenie miało być finałem Kociołka – takim, na który czekałam trochę z ekscytacją, a trochę z żalem, bo szkoda było porzucać tę ekipę. A potem, jak doniosły internety, Kociołkowanie wciąż jest in progress. Więc mamy zakończenie-niezakończenie. No ale do brzegu.
|
Jak łatwo się domyślić, Kociołek i jego drużyna znów ruszają ratować Dolinę – tym razem po lekko zakrapianej imprezie. Czyli bez jedzenia, za to z bólem głowy i jeszcze większym pakietem pretensji do siebie nawzajem. I tu wjeżdża na biało cały kociołkowy pakiecik premium: humor, docinki, przepychanki i ogarnięcie na poziomie „jakoś to będzie”. I właśnie ten pakiecik pokazuje idealnie, że mimo całej tej misji ratowania świata ekipa Kociołka to po prostu dobrze dobrana paczka kumpli – takich, z którymi można konie kraść, albo którym zwyczajnie czasem się nie chce myśleć. Mości Kociołek i jego banda to jednak nie pełny zestaw atrakcji, bo w tym odcinku pojawia się też ekipa babska – oczywiście pod wodzą Sary. Ta jak zawsze jest konkretna, odważna w końcu trafia na pierwszy plan, choć momentami aż za bardzo. I przyznam, że sam pomysł na ten wątek był naprawdę fajny, ale wykonanie już nie do końca dowiozło. Brakowało mi w nim płynności i spójności, przez co całość momentami wypadała po prostu nijako. |
|
Jeżeli chodzi o sam finał, to owszem – domyka historię (a przy okazji uchyla drzwi do kolejnych wątków), ale bez większych fajerwerków. Niemniej miło było wrócić do Doliny, tylko liczyłam na mocniejsze ostatnie uderzenie.
Reasumując. Siódme życzenie to przyjemny powrót do znanej ekipy, ale jako finał (nie finał) zostawia lekki niedosyt.


No Comment! Be the first one.