Dziennikarka, wampiry i Krew pogromców Edyty M. Matejko.
Dawno nie było u mnie w „menu” wampirów. Dlatego gdy Wydawnictwo Zysk i S-ka zaproponowało mi lekturę Krwi pogromców Edyty M. Matejko, uznałam, że to idealna okazja, by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony zrobić powrót do krwiopijców, z drugiej odhaczyć questa Z nowościami za pan brat w wyzwaniu #polskafantastykafajnajest.
Tajemnicza księga.
Ona nie wie, kim się stanie.
Asa, młoda dziennikarka, przez przypadek odkrywa mroczny świat wampirów. Nie wie jeszcze, że jej krew ma niezwykłą moc. Tajemniczy Cień, z którym złączył ją los, okazuje się śledczym zakonu, pilnującego porządku wśród nieśmiertelnych. Został przysłany na Dolny Śląsk, by wyjaśnić sprawę tajemniczej księgi i zawartych w niej przepowiedni o wybrańcu. Do jakich poświęceń będzie zdolna Asa, by go ocalić? Czy ich uczucie przetrwa?
To powieść o rozdarciu pomiędzy obowiązkiem a wyborem, o poznawaniu siebie i o uniwersalnym znaczeniu miłości. Akcja powieści toczy się w malowniczym Wrocławiu, w Pradze i w szwajcarskim Sankt Gallen.
Asa i Cień.
Muszę przyznać, że przy Krwi pogromców miałam huśtawkę nastrojów. Raz zachwycałam się pomysłem, żeby za chwilę ostudzić głowę i z lekkim niezadowoleniem pokręcić noskiem.
Sam koncept naprawdę mi się podobał i uważam, że ma spory potencjał. Cień wysłany na Dolny Śląsk, tajemnicza księga z przepowiednią, zakon pilnujący wampirzego porządku i Asa – dziennikarka, która wpakowała się w to wszystko nie wiadomo jak i kiedy.
Podobał mi się też klimat. Wrocław, Praga, Sankt Gallen – realne miejsca, a obok nich mrok czający się tuż przy codzienności. Wampiry z własną hierarchią, zasadami i polityką dają solidne tło i poczucie, że to uniwersum ma fundamenty, a nie jest tylko dekoracją pod romans.
Relacja Asy i Cienia również nie była dla mnie problemem. Nie wybuchła jak supernowa po trzech spojrzeniach i jednym „och”. Rozwijała się spokojnie, metodycznie, z miejscem na napięcie i niedopowiedzenia.
Niestety nie było mi już tak różowo, jeżeli chodzi o samą Asę. Przez dużą część książki jej zachowanie zwyczajnie mnie drażniło. Ta jej momentami trzpiotkowata maniera, to „maślane” podejście do rzeczywistości… a przede wszystkim to, jak gładko przyjmowała informacje o istnieniu wampirów czy późniejszych rytuałach – było dla mnie mało wiarygodne. Brak większego szoku czy realnej konfrontacji z grozą sytuacji sprawiał, że dramatyzm wielu scen tracił na sile. Zamiast przyspieszać akcję, jej zachowanie często ją spowalniało i rozmywało napięcie.
Mimo tych zastrzeżeń nie mogę powiedzieć, że to zła książka. Czytając, widziałam pomysł. Widziałam świat, który ma szansę się rozwinąć. Widziałam autorkę, która potrafi budować atmosferę i sprawnie przenosi akcję między lokalizacjami.
Może w tym tomie nie dostałam spektakularnych fanfar i momentami czułam lekką monotematyczność, ale jako debiut oceniam Krew pogromców całkiem przyzwoicie.
Więc jeśli lubicie romanse paranormalne i historie o wampirach, to myślę, że możecie tu znaleźć coś dla siebie.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:
|
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję: Wydawnictwu Zysk i S-ka
|



No Comment! Be the first one.