Lekka młodzieżówka, ze słowiańskimi motywami – czyli Welesówna Miki Modrzyńskiej.
Ted.
Kiedy podczas pogrzebu lubianej nauczycielki z podstawówki widzi się, jak zmarła wstaje z grobu, ma się dwie opcje: albo przestać oglądać straszne filmy po nocach, albo wysłuchać ducha i spełnić jego ostatnią prośbę. Ted wybiera tę drugą możliwość – w końcu pani Martyna prosi tylko o chwilę rozmowy z wikarym, to nie powinno przynieść żadnych kłopotów… Prawda?
Otóż nie. Kłopoty w postaci słowiańskich demonów są w życiu Ted jak psy gończe – kiedy wyczuwają, że dziewczyna je słyszy i może im pomóc, nie potrafią odpuścić. Zaczynają dopominać się o jej uwagę, twierdząc, że jest jakąś Welesówną, a ona przecież na nic takiego się nie pisała. Zresztą, ma na głowie ważniejsze sprawy – jej przyjaciółka Zuzia nagle zniknęła, a w sprawę może być zamieszany nowy, młody nauczyciel, który wpadł zaginionej w oko…
Ted zaczyna prywatne śledztwo. Lawiruje między lekcjami, salonem kosmetycznym, gdzie pomaga mamie, i światem słowiańskich wierzeń, którego nie da się spławić solidnym ciosem w nos. Szuka swojej przyjaciółki, ale po drodze odkryje, co łączy ją z tajemniczym Welesem i jaką ten ma dla niej misję…
Przyjemny średniaczek.
Sięgając po Welesównę – zresztą jak ostatnio po każdą młodzieżówkę – nie miałam specjalnie wygórowanych oczekiwań. I cóż… nie pomyliłam się.
Sam pomysł jest całkiem w porządku: nastolatka z Mazur, słowiańskie demony, Weles czający się „tuż za rogiem” i zwykłe życie, które absolutnie nie pyta o zgodę, zanim dorzuci nadnaturalne atrakcje. Brzmi dobrze i momentami faktycznie takie bywa.
Ted jako bohaterka to klasyczny przypadek nastolatki z literatury YA – bywa sympatyczna, ale potrafi też solidnie działać na nerwy. Świat przedstawiony ma potencjał, a słowiańskie motywy są miłym akcentem i aż proszą się o pogłębienie.
Problem zaczyna się tam, gdzie fabuła idzie na skróty, logika robi swoje fikołki, a część postaci istnieje głównie po to, żeby akurat w tej scenie coś powiedzieć albo coś zrobić. No i oczywiście moja osobista nemezis wszystkich młodzieżówek – wątek romantyczny. Powiedzieć, że był totalną katastrofą, to nic nie powiedzieć. Jeśli miał wywołać emocje, to najwyraźniej nie byłam ich targetem.
Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się lekko, szybko i bez większego wysiłku. Przyszłość tego uniwersum zapowiada się całkiem ciekawie i podejrzewam, że młodszy czytelnik może być zadowolony. Ja wylądowałam gdzieś pośrodku – ani zachwycona, ani zniesmaczona. Ale potrzebowałam lekkiej, niezobowiązującej lektury i pod tym względem Welesówna spełniła swoje zadanie.


No Comment! Be the first one.