Nowa stażystka i magiczny Instytut Absurdu Justyny Sosnowskiej.
Końcówka roku finansowego to stan umysłu, w którym człowiek zaczyna kwestionować sens własnego istnienia, Excela i przynajmniej kilku wyborów życiowych. Uznałam więc, że dla ratowania resztek zdrowia psychicznego najlepiej sprawdzi się Instytut Absurdu – książka, która z góry obiecuje chaos, śledztwo i totalny brak logiki. Czyli dokładnie to, czego wtedy potrzebowałam.
Ciekawość to pierwszy stopień do…. Instytutu Absurdu?
Absurd goni absurd, a Eliza staje w samym jego centrum i może wybrać – albo przyjmie posadę stażystki w tym pokręconym miejscu, albo pożegna się z marzeniem o samodzielnym życiu w dużym mieście.
Wybór może być tylko jeden.
Instytucie, poznaj swoją nową stażystkę!
Lekko i wesoło
Mogę z ręką na serduchu napisać, że Instytut Absurdu był dokładnie tym, czego po tej książce oczekiwałam.
|
Dużo absurdalnego humoru, prosta historia i bohaterka, która momentami swoim nieogarnięciem potrafi zaskoczyć, a innym razem po prostu rozbawić. Fabuła powieści nie jest szczególnie skomplikowana. Główna bohaterka — Eliza Żaczek — nie dostaje się na wymarzone studia dziennikarskie i zupełnym przypadkiem trafia do miejsca, które można określić jako magiczny urząd państwowy (taki trochę odpowiednik tego z Harry’ego Pottera, ale rodem z Temu ), w którym absurd jest normą, a nie marginesem. Instytut zajmuje się wszystkim tym, co nadprzyrodzone, dziwne i niewygodne: od słowiańskich stworów po problemy, których nie da się wpisać w żaden formularz. Historia prowadzona jest lekko, bez szczególnego napięcia — wręcz napisałabym, że z przymrużeniem oka. Przechodzimy przez serię zdarzeń i interwencji, które z jednej strony są lekkie i zabawne, z drugiej stopniowo odsłaniają coś większego — tajemnicę zniknięć oraz enigmatyczną postać Pana P. Najmocniejszymi elementami są bohaterowie drugiego planu oraz sam Instytut — pełen magicznej biurokracji, dziwnych procedur, wymyślnych skrótów i stworzeń, które szybko kradną sceny. Humor jest lekki, momentami bardzo absurdalny, ale dobrze wpasowany.
|
|
Reasumując: Instytut Absurdu Justyny Sosnowskiej to urban fantasy do czytania dla przyjemności — bez zadęcia, za to z uśmiechem na twarzy.
Polecam, kiedy potrzebujecie odrobiny absurdu.


No Comment! Be the first one.