Polityka, intrygi i liczne potyczki, czyli Andrzej Sapkowski i Czas pogardy.
Skoro już raz wróciłam do Geralta, Yennefer i Ciri, odwrotu nie było. Czas pogardy Andrzeja Sapkowskiego aż prosił się o atencję, bo to ten moment w serii, kiedy przeznaczenie przestaje żartować, a na planszy zaczyna się prawdziwa gra o naprawdę wysoką stawkę.
Dziki Gon!
Nastał zapowiadany przez Ithlinne czas miecza i topora.
Czas pogardy.
A w czasach pogardy na powierzchnię wypełzają Szczury.
Szczury atakujące po szczurzemu,
cicho, zdradziecko i okrutnie.
Szczury uwielbiające dobrą zabawę i zabijanie.
Maruderzy z rozbitych armii, zabłąkane dzieciaki,
wyrzutki, dziwna zbieranina stworzona przez wojnę
i na wojennym nieszczęściu żerująca.
Ludzie, którzy wszystko przeżyli, wszystko utracili,
którym śmierć już niestraszna.
Solidarni w biedzie i nieszczęściu,
dla obcych mający zaś tylko to,
czego sami od pogrążającego się w chaosie świata zaznali.
Pogardę.
Zabawa się rozkręca.
Już niemal zapomniałam, jak bardzo ten tom mnie ujął przy pierwszym czytaniu. I jak zmyślnie autor pokazuje tu, że zabawa czy tam inne rozstawianie pionków się skończyło i przechodzimy do rzeczy.
|
A ja przechodząc do rzeczy muszę napisać, że uwielbiam ten tom za to, jak bardzo jest zespołowy. Jak wciąż pokazuje, że mimo tego, iż Geralt częściej milczy, niż mówi, nadal pozostaje osią całej historii – nawet jeśli to Ciri kradnie sporą część show. ;) Jest pyskata, wrażliwa, wkurzająca i poruszająca jednocześnie. Dokładnie taka, jaka powinna być. I nie, nie jest jedyną kobietą, z którą mój ulubiony Wiedźmin musi tu „konkurować”. Tak, dobrze się domyślacie – bez pazura i osobowości Yennefer ta opowieść nie miałaby ani rytmu, ani tego emocjonalnego napięcia, które trzyma ją w ryzach. To właśnie tu relacje między bohaterami stają się ostrzejsze, bardziej niejednoznaczne i zwyczajnie bolesne. I choć w tym tomie fabuła wchodzi na pełnej, a czarodzieje udowadniają, że potrafią być gorsi niż potwory, to jednak relacje robią tu najlepszą robotę. One bolą, iskrzą i zostają w głowie na długo po zamknięciu książki. Najważniejsze jednak jest to, że Sapkowski – nie tylko w tym tomie – świetnie balansuje między intrygą, emocjami i humorem. Takim, który nie rozładowuje napięcia, tylko je podkręca. Nawet fragmenty, które na chwilę zwalniają tempo, mają sens i wagę. To moment sagi, po którym nie ma już powrotu do „lżejszego Wiedźmina”. I dokładnie za to kocham Czas pogardy. |
|


No Comment! Be the first one.