Typowa angielska wioska i… morderstwo, czyli Susan Gilruth i Zagadka świątecznej zbrodni.
Święta bez zbrodni to dla mnie nie święta Dlatego między produkowaniem ciasteczek w ilościach hurtowych a ubieraniem choinki zawsze musi się znaleźć klasyczny angielski kryminał, najlepiej z trupem psującym bożonarodzeniową sielankę. Zagadka świątecznej zbrodni Susan Gilruth idealnie wpisuje się w ten rytuał – bo nic tak nie buduje bożonarodzeniowego klimatu, jak morderstwo w spokojnej wiosce.
Enigmatyczna wdowa i lokalny arystokrata.
W spokojnej, malowniczej wiosce w hrabstwie Kent doktor Sandys i jego żona szykują się do świąt Bożego Narodzenia. Towarzyszy im przyjaciółka Liane „Lee” Craufurd. Magia świąt szybko pryska, gdy przyjęcie zakłóca pojawienie się enigmatycznej wdowy, nowej mieszkanki wioski. A to dopiero początek – gdy nagle umiera wyniosły lokalny arystokrata i zapalony kolekcjoner ceramiki, sir Henry Metcalfe, po sielankowym nastroju nie zostaje nawet ślad.
Wśród grona znajomych Metcalfe’a aż roi się od podejrzanych. Lee łączy siły z inspektorem Hugh Gordonem, by odkryć, kto zamienił jej święta w koszmar.
Trup, po którym specjalnie nie rozpacza nikt.
Uprzejmie donoszę, że Zagadka świątecznej zbrodni okazała się dokładnie tym, czego się po niej spodziewałam. ;)
Mamy więc klasykę w najczystszej postaci: mała angielska wioska, święta, uprzejme uśmiechy i trup, którego – tym razem dla odmiany – nikt specjalnie nie opłakuje. Schemat znany, ograny i kompletnie mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie -właśnie na to liczyłam.
Narratorką całego zamieszania jest Lee Craufurd, która przyjeżdża w odwiedziny do przyjaciółki i bardzo szybko wikła się w śledztwo. Trochę z ciekawości, trochę z poczucia obowiązku, a trochę dlatego, że w tej wiosce wszyscy kłamią szybciej, niż zdążą zaparzyć herbatę (przepraszam, musiałam). Intryga rozwija się spokojnie, bez fajerwerków, za to z wyczuciem i – chciałoby się powiedzieć – z angielską flegmą. Plotki, niedopowiedzenia i drobne gesty robią tu całą robotę, a podejrzanych i motywów jest więcej niż świątecznych ozdób.
Owszem, tempo bywa nierówne, a niektóre postacie potrafią działać na nerwy, ale całość nadrabia klimatem i lekkim, ironicznym humorem. To kryminał, który nie próbuje być brutalny ani nowoczesny na siłę.
Reasumując: Stary, dobry styl, trochę śledztwa, trochę świątecznej atmosfery i bardzo przyjemnie spędzony czas – jeżeli poszukujecie świątecznego kryminału w starym dobrym stylu, to Zagadka świątecznej zbrodni Susan Gilruth będzie w sam raz.
Polecam!

No Comment! Be the first one.