Relikty, maegia i Tkająca wiatr Julie Johnson.
Ostatnio omijam romantasy szerokim łukiem (chyba trochę z tego wyrosłam ), ale nie będę udawać – Tkająca Wiatr Julie Johnson przyciągnęła mnie od pierwszych zdań opisu. No i bądźmy szczerzy, okładka też zrobiła swoje .
Historia półelfki skazanej na śmierć, tajemniczego przystojniaka – wybawcy i maegii (tak, dobrze czytacie – nie magii, tylko maegii), która może przywrócić równowagę światu? Brzmi jak klasyka gatunku, ale z potencjałem na coś więcej niż tylko przelotny romans w fantastycznym sosie.
Więc cóż… dałam się porwać temu szaleństwu.
Jej przeznaczeniem jest burza, lecz burza szaleje również w jej sercu.
Jednak opanowanie tej mocy to nie wszystko. W jej sercu szaleje pragnienie mężczyzny, któremu tak boi się zaufać. Rhya musi dokonać wyboru: czy zdusić w sobie ten płomień miłości, czy dać mu się pochłonąć…
Magia i żywioły.
Muszę przyznać, że podchodziłam do tej książki z lekkim dystansem, ale… sama jestem zaskoczona, jak bardzo mnie wciągnęła.
Nie spodziewałam się, że Tkająca wiatr okaże się tak dobrze skonstruowanym światem – pełnym magii, żywiołów i emocji, które potrafią wybuchać z taką samą siłą jak niejedno zaklęcie. Do tego główna bohaterka, Rhya, to naprawdę ciekawa postać. Od przestraszonej dziewczyny, która tylko chce przetrwać, do kobiety, która coraz lepiej rozumie swoją moc i uczy się z niej korzystać. Fajnie się to obserwuje.
A jeśli chodzi o wątek romantyczny… cóż. Jest dokładnie taki, jakiego można się spodziewać po romantasy – od nienawiści do miłości, od fochów do westchnień, czyli klasyka gatunku. Momentami trochę za dużo lukru, ale cóż – można to było ograć subtelniej, jednak najwyraźniej ten rodzaj ochów i achów po prostu lepiej się sprzedaje.
Na szczęście książka nie samym tandetnym romansem stoi. Fabuła jest przemyślana i dynamiczna, ale nie gna na oślep. Julie Johnson daje emocjom i napięciu czas, by dojrzały, dzięki czemu całość nabiera głębi. Magia ma tu wagę, świat – mimo brutalności – naprawdę żyje i wciąga.
Na plus zasługuje też świetna ekipa drugoplanowa: Soren, Carys, Farley czy Uther dodają historii charakteru i humoru. Bez nich byłoby zdecydowanie zbyt poważnie, a tak – mamy idealną równowagę między dramatem a przymrużeniem oka.
Podsumowując: Tkająca wiatr Julie Johnson nie jest książką bez wad, ale ma w sobie energię, klimat i serce. A to wystarczy, by po zamknięciu ostatniej strony pomyśleć: „Chcę więcej”.
Polecam do czytania na lekko!


No Comment! Be the first one.