Mróz, zbuntowany mnich i Serce Lodu Arkady Saulskiego.
Serce Lodu Arkadego Saulskiego to książka, która już prawie dorobiła się odleżyn na mojej półce, ale dzięki wyzwaniu #polskafantastykafajnajest w końcu doczekała się swoich pięciu minut. ;)
Nie ukrywam – byłam bardzo ciekawa, jak Saulski poradził sobie z klasycznym, mroźnym fantasy, bo do tej pory znałam go głównie z powieści pachnących krajem kwitnącej wiśni. Tym razem jednak zamiast samurajów mamy mróz, śnieg i lodowe pustkowia. Zobaczymy więc, czy autor równie dobrze włada mieczem, co kataną.
Artefakt, a może zaklęcie lub machina?
Kolejne miasta znikają pod naporem armii złożonej z barbarzyńców, szamanów i nadprzyrodzonych istot. W świecie, w którym magia wypaliła się przed tysiącami lat ludzie są całkowicie bezbronni wobec obudzonej na nowo Mocy.
Ksiądz Seth i Erin Barinor- morderca, oszust i żołnierz, wyruszają w samo serce hekatomby. Obaj wiedzą, że gra nie toczy się o życie osadników, ale o przetrwanie całego Cesarstwa.
Mimo że stoi za nimi cała potęga Cesarstwa, tu na krańcach cywilizacji jedyne co może ich ocalić to ostrza ich mieczy i gorąca wiara ich serc.
Seth i Erin.
Muszę przyznać, że mam z tą książką mały problem. ;)
Czytało mi się ją naprawdę dobrze – „wessałam” ją w dwa popołudnia, co samo w sobie mówi sporo. Ale… zabrakło mi w niej trochę detali i tych przysłowiowych fajerwerków, które robią z dobrej historii taką, o której myśli się jeszcze po odłożeniu książki na półkę.
Wyświetl ten post na Instagramie
Zaczyna się konkretnie – hulaka i rzezimieszek Erin Barinor w ostatniej chwili unika kata, bo pewien zakonnik, Seth, uznaje, że lepiej zrobić z niego człowieka czynu niż dekorację na rynku. I tak obaj ruszają na dalekie Południe, gdzie mróz szczypie w uszy, barbarzyńcy machają toporami, a tajemniczy artefakt (albo machina – któż to wie) zwany Sercem Lodu czeka, aż ktoś znów zrobi głupotę w jego pobliżu.
Po drodze mamy trochę spisków, kilku złoli, parę porządnych, krwawych potyczek i magię, która pojawia się dokładnie wtedy, gdy fabuła zaczyna przysypiać.
Największym atutem tej historii jest klimat – naprawdę czuć zimno, które aż wyłazi z kart książki.
Niestety, reszta nie trzyma już tak równego poziomu. Bohaterowie są nieźli, ale poza kilkoma wyjątkami nie zapadają w pamięć. Akcja mocno faluje – raz pędzi jak na sankach z górki, by zaraz potem utknąć w zaspie.
Do tego w tej całej historii, która miała ogromy potencjał, zabrakło mi złożoności i głębi. Miałam też wrażenie, że autor po drodze pogubił kilka wątków, a zapowiadający się na porządny bajzel polityczny wątek został ledwie „liźnięty”.
Mimo wszystko bawiłam się dobrze, bo Serce Lodu to solidne, klasyczne fantasy – bez rewolucji, ale z klimatem, który aż prosi się o kubek gorącej herbaty i koc. Idealne na jesienny albo zimowy wieczór.


No Comment! Be the first one.