Alan Tarnowski wraca na Ziemie, czyli Vladimir Wolff i Krew w piach.
Pierwszy tom Kronik podboju rozkręcał się powoli, ale gdy Alan przestał być „bułą” i dostał w ręce kosmiczną misję, zrobiło się naprawdę ciekawie. Dlatego z przyjemnością sięgam po Krew w piach, żeby zobaczyć, jak poradzi sobie ktoś, kto wrócił z obcej planety bardziej jako drapieżnik niż odkrywca. A jeśli teraz kosmos zaczyna o niego pytać… zapowiada się ostra jazda.
Śledztwo w sprawie polimorfów.
A teraz kosmos o mnie pyta…
Inwazja.
Po kosmicznej wycieczce z części pierwszej wylądowałam z Alanem twardo na Ziemi, w świecie pełnym paranoi, napięcia i polimorfów, które mogą być dosłownie każdym. I muszę przyznać, że choć miałam ochotę odwiedzić kolejne planety, ten nagły skręt w stronę militarnego thrillera kosztem międzygwiezdnego szwendactwa nawet mi się spodobał. Zwłaszcza że wyszedł zaskakująco dobrze: surowo, bezlitośnie i bez zbędnych ozdobników.
Wyświetl ten post na Instagramie
Nie będę udawać – stęskniłam się za moją ulubioną „bułą” Alanem więc trochę kręciłam noskiem, kiedy okazało się, że tym razem nie jest on pępkiem historii. Na pierwszy plan wychodzi Davis. Davis, który mnie regularnie irytował, ale mimo to miał w sobie coś, co sprawiło, że zaskakująco dobrze śledziło mi się to całe zamieszanie z jego perspektywy.
A zamieszanie naprawdę daje do pieca. Szybkie decyzje, błędy, strzały, szarpanie się z rzeczywistością – bohaterowie pierwszego szeregu robili wszystko, żeby utrzymać moją uwagę i, trzeba przyznać, wychodziło im to znakomicie. Choć przyznam, że momentami brakowało mi trochę mocniejszego emocjonalnego zaczepienia w postaciach.
Ale żeby nie było – Wolff świetnie prowadzi akcję. Opisy militarne są konkretne, napięcie rośnie równym tempem, a motyw infiltracji nadaje całości bardzo potrzebnej głębi. Jedyny zgrzyt? Zakończenie. Trochę przeciągnięte, trochę jakby niezdecydowane. Na moje mogło dowalić mocniej.
Podsumowując. Krew w piach to solidny, dynamiczny drugi tom, który trzyma w napięciu i daje nadzieję, że kolejna część przywali jeszcze mocniejszym uderzeniem.
Polecam – szczególnie jeśli lubicie, gdy science fiction pachnie prochem i odrobiną gwiezdnego pyłu.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:
|
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję:
|



No Comment! Be the first one.