Między ładem a chaosem, czyli Michael Moorcock i Zwiastun burz.
Pierwsze spotkanie z Elrykiem z Melniboné okazało się lekką, klasyczną przygodą fantasy z rycerskim bohaterem o nieco baśniowym sznycie. Dlatego z ciekawością sięgam po drugi tom cyklu Michaela Moorcocka – Zwiastun burz – by sprawdzić, czy tym razem czeka mnie więcej mroku, zaskoczeń i filozoficznych rozterek, czy raczej kolejna zabawa w towarzystwie smoków, demonów i innych czarodziejów.
Elryk to antybohater
W przeciwieństwie do typowych bohaterów fantasy, Elryk nie jest nieomylny ani wszechpotężny. Jego historia to opowieść o winie, samotności, miłości i zdradzie. Na każdym kroku zadaje sobie pytania o wolną wolę, moralność i sens walki w świecie, gdzie bogowie toczą odwieczną wojnę. Najpierw wyrusza w pogoń za złowrogim czarownikiem Thelebem K’aarną.
Po drodze spotyka dwóch innych herosów z multiwersum, z którymi stawia czoła potężnym siłom Chaosu. Wędrówka prowadzi go ku tajemniczej Znikającej Wieży – miejscu, gdzie przeszłość, przyszłość i alternatywne rzeczywistości splatają się w jedno.
Po podróży przez odmienne wymiary, by odnaleźć duszę swego ojca, uwięzioną w świecie snów i symboli, Elryk staje do walki z innymi potężnymi czarownikami – aż po ostateczne starcie, które może zakończyć się zagładą świata.
Zbiór zawiera:
1. Znikająca wieża;
2. Zemsta róży;
3. Klątwa czarnego miecza;
4. Zwiastun burz.
Miecz pożerający dusze.
Elryk wrócił w swoim jedynym, niepodrabialnym stylu.
Już od pierwszego opowiadania pakuje się w tarapaty, które zwykłego śmiertelnika wciągnęłyby pod wodę bez pytania, a on – blady jak ściana i melancholijny niczym panienka na wydaniu – macha sobie mieczem, który nie tyle ratuje, co pożera dusze. I jakoś próbuje ogarnąć świat, który dawno wymknął się spod jakiejkolwiek kontroli.
Najbardziej w tych opowieściach lubię to, że działają na dwóch poziomach. Z jednej strony klasyczna przygoda: smoki, demony, źli czarodzieje – pełen pakiet. A z drugiej Elryk włącza tryb filozofa i zaczyna dyskutować o przeznaczeniu, chaosie i cenie, jaką trzeba płacić za zwycięstwo. Brzmi patetycznie, ale Moorcock robi to tak, że zamiast przewracać oczami, ja tylko parskam śmiechem albo kiwam głową z uznaniem.
Nie będę ściemniać – czasem fabuła jest przewidywalna jak brazylijska telenowela. Ale i tak wciągałam kolejne strony, bo Elryk to ten typ bohatera (a raczej antybohatera), którego mimo wszystkich wad nie sposób nie lubić. Tragiczny, irytujący, a przy tym dziwnie ludzki w całej swojej nieludzkości.
Podsumowując – fantasy w czystej postaci. Proste, efektowne i z charakterem.
Polecam!


No Comment! Be the first one.