Echo, rozkaz i Dar anomalii. Księga 3 Pawła Zbroszczyka.
Mogę powiedzieć, a raczej napisać, że dar wiercenia dziury w brzuchu Maitiri_books ma czasem swoje dobre strony. Bo gdyby nie ona, pewnie wcale nie sięgnęłabym po Dar anomalii. A tak sprawdziłam, z czym te powieść się je i z niecierpliwością czekałam, jak Paweł Zbroszczyk zakończy przygodę z Brenem, Pieprzem i Zadrą. No cóż… może zakończenie nie do końca mnie usatysfakcjonowało, ale wygląda na to, że naprawdę opłaca się mieć znajomych z „magicznymi mocami”.
Bren, Zadra, Pieprz, Faust i Inez.
Spowite zdradliwym mrokiem podziemia i rozświetlone blaskiem kryształów miasta Yer Osti kryją więcej, niż ktokolwiek się spodziewa. Być może litość okazana niegdyś najpotężniejszym, dziś zdanym na cudzą łaskę istotom sprawi, że pośród wojennej pożogi nie runą mury ostatniej nadziei. A najważniejszą lekcją, jaką Bren otrzyma od losu, będzie ta dotycząca serca. Czasem nie ma nic trudniejszego, niż otworzyć je na innych pośród szerzącego się zła i dojmującego smutku żałoby.
Turnieje, kosmici i Echo.
Po ostatni tom trylogii Dar anomalii sięgnęłam z nadzieją na wielkie bum, a dostałam… takie trochę mocniejsze „puf”.
Nie mogę powiedzieć, że było nieciekawie, czy nudno, bo sporo rzeczy mnie wciągnęło. Tak, jak wątek Echo i sama koncepcja magii – tej, która nigdy nie jest za darmo. Chciałam więcej, serio, bo każde słowo (rozciągnięte jak guma w majtasach) z tym związane czytało się świetnie i trochę żałuję, że autor nie postawił właśnie na taki klimat w całości.
Bohaterowie też prezentowali się w miarę zacnie. Bren bywa irytujący, ale i tak śledziłam wątek jego i Leby z ciekawością. Zadra wreszcie pokazała pazur, choć momentami jej postać ginęła w chaosie fabuły. Faust – perełka z tym jego mocno pokręconym charakterem. Niby złol, ale… ;) No i na sam koniec Pieprz. Polubiłam tego gościa za podejście do życia, chociaż muszę przyznać, że jego złote rady w stylu „rzuć inny czar” czasem przyprawiały mnie o mdłości. ;)
I właśnie w tym momencie zaczęły się schody. Bo o ile bohaterowie ciągnęli historię do przodu, to sama fabuła wyglądała tak, jakby autor chciał upchnąć do finału wszystko, co mu się gdzieś tam po drodze „przewinęło przed oczami”. Magię, epickie turnieje, a nawet kosmitów. I nagle w tym całym przesycie fabuła zaczyna działać na zasadzie cudownych zbiegów okoliczności. Brakuje rośliny? Proszę bardzo, akurat w turnieju można ją wygrać. Bren w kulminacyjnym momencie potrzebuje konkretnego czaru? Idealnie, właśnie taki się trafia.
Do tego dochodzi wylewający się wręcz z powieści patos – sceny, które miały wzruszać, częściej wywoływały u mnie politowanie niż łzy. Choć przyznam, że kilka momentów miało w sobie potencjał, a te wszystkie pielgrzymki, epickie starcia i klimat anomalii naprawdę działały.
Podsumowując: Dar anomalii. Księga 3 Pawła Zbroszczyka to dobre, choć tonące w chaosie i patosie zakończenie serii. Słuchało mi się świetnie, bawiłam się nieźle, tylko zabrakło tego jednego, wielkiego BOOM.


No Comment! Be the first one.