Wampiry, wilkołaki, wróżki i inne magiczne istoty, czyli Daria Kwiecińska przedstawia Akademia Holborn. Kły.
Ostatnio rzadko sięgam po młodzieżówki, ale Akademia Holborn. Kły Darii Kwiecińskiej przyciągnęła mnie pomysłem. No i stwierdziłam, że skoro koniec wakacji i tak oznacza powrót do szkoły, to jako istota pracująca, mogę to zrobić choć w wersji premium i pobawić się odrobinę w towarzystwie wampirów, wilkołaków i innych magicznych istot.
W poszukiwaniu utraconej mocy.
Sora, wychowana na opowieściach o bajkowych zamkach i księżniczkach, ma nadzieję, że jej życie na belgijskim dworze królewskim – w siedzibie jej klanu – będzie wyglądało równie wspaniale. Jednak w świecie, w którym liczą się przede wszystkim pradawne obyczaje wampirów oraz ich magiczna moc, przez rodzinę jest uważana za czarną owcę.
Zostaje wysłana do Akademii Holborn na surowej północy, gdzie ma pobierać nauki, a przede wszystkim poznać swojego przyszłego partnera. W tym miejscu pełnym potężnych wampirów oraz innych magicznych istot znajduje nowych przyjaciół i wrogów. Musi jednak przed wszystkimi ukrywać swój największy sekret: to, że nie włada już rodową mocą i wisi nad nią widmo przekształcenia się w zwykłą śmiertelniczkę. Na dodatek trafia w sam środek konfliktu dwóch zwaśnionych klanów i jeden zły krok może ją kosztować bardzo dużo…
Dwa książątka. ;)
Po przeczytaniu tej książki wciąż nie wiem, czy dobrze ustawiłam poprzeczkę moich oczekiwań. ;)
Z jednej strony pomysł jest naprawdę ciekawy – wampiry, które tracą moc i mogą skończyć jako zwykli śmiertelnicy. Z drugiej… momentami miałam wrażenie, że fabuła rozmywa się w długich dialogach i wątkach pobocznych, które – przynajmniej na razie – niewiele do niej wnoszą.
Sama historia to jednak solidna dawka układzików i gierek. Akademia Holborn działa trochę jak plansza, na której trzeba mądrze ustawiać sojusze, bo inaczej wylądujesz po złej stronie barykady. Do tego jest lekko „studencko”, ale bez słodzenia – dzięki czemu relacje między bohaterami wypadają całkiem naturalnie.
A skoro o bohaterach mowa – tu jest całkiem przyzwoicie. Jasne, trafia się kilku tendencyjnych dupków, ale główna bohaterka, Sora, daje radę. Trochę outsiderka, trochę wojowniczka, którą da się polubić, nawet jeśli nie zawsze błyszczy przy podejmowaniu decyzji. Jej próby odnalezienia się w akademii czytało mi się naprawdę przyjemnie.
Na plus również Elena – siostra niejakiego Juliusa – i jej niezastąpiona przyjaciółka Vakala. Wróżka, która ogarnia zarówno kreacje, jak i maseczki kosmetyczne, dodała sporo luzu i uśmiechu całej historii.
No i wreszcie Evander. Ten, na którego pojawienie się w Akademii czekali wszyscy. I trzeba powiedzieć, że już od wejścia odpalił petardę i nadał fabule rumieńców.
Podsumowując. Akademia Holborn. Kły Darii Kwiecińskiej to może nie arcydzieło gatunku, ale bawiłam się przy nim całkiem dobrze. Kilka razy parsknęłam śmiechem, kilka razy przewróciłam oczami, ale wciągałam z ciekawością. A zakończenie… cóż, sprawiło, że z chęcią zerknę, co dalej.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:
|
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję: Wydawnictwu Zysk i S-ka
|



No Comment! Be the first one.