Zganiona studentka i Czarodziejka z ulicy Grodzkiej Magdaleny Kubasiewicz.
Pierwsze spotkanie z Czarodziejką z ulicy… Magdaleny Kubasiewicz kupiło mnie pomysłem, ale wykonanie nie do końca dorównało oczekiwaniom. Przeskoki czasowe skutecznie wybijały mnie z rytmu i odbierały historii płynność. Mimo to coś w tej opowieści mnie przyciągnęło. Na tyle, że postanowiłam dać serii drugą szansę i sięgnęłam po drugą odsłonę cyklu pod tytułem Czarodziejka z ulicy Grodzkiej.
Zapraszamy do Collegium Magicae UJ – najlepszej magicznej uczelni w Polanii!
Czarodziejka Natasza, przez znajomych zwana „Lady”, właśnie zaczyna trzeci rok magii praktycznej i ma wielką nadzieję, że będzie lepszy niż poprzedni. Niestety, impreza inaugurująca początek semestru kończy się dla niej rozczarowaniem, a na domiar złego – jej współlokatorka nie wraca po przyjęciu do akademika.
Co spotkało młodą czarownicę? Dlaczego jeden z najbardziej niepozornych czarodziejów na uczelni nie wrócił na studia po wakacjach? I jak wiele szaleńczych pomysłów swoich koleżanek z roku zniesie czarownik Dobromir Czartoryski?
Powieść nie opowiadania.
Muszę przyznać, że zamiana luźnych opowiadań w zwartą powieść wyszła drugiej Czarodziejce z ulicy… zdecydowanie na plus.
Zniknęły dziwne przeskoki czasowe, a bohaterowie w końcu mieli okazję się rozwinąć i wykazać. Natasza, czyli nasza Lady, wyraźnie dojrzewa. Wciąż bywa roztrzepana, ale widać, że uczy się na błędach. Lepiej poznajemy też Agnieszkę – która potrafi całkiem sprawnie ogarniać rzeczywistość, organizować ludzi i żonglować kontaktami. A największym zaskoczeniem okazał się Dobromir Czartoryski, czyli Złomir – który nie tylko najlepiej ogarnia swoją magię, ale okazuje się być spoko kumplem, gotowym pomóc, gdy trzeba.
Fabuła ma niezłe detektywistyczne zacięcie, momentami robi się bardziej emocjonalnie, ale bez przesadnych dramatów. Magia jest obecna, ale nie robi za brokatową dekorację. Relacje między bohaterami są nieidealne, ale przez to bardziej wiarygodne – i zwyczajnie łatwiej się z tym wszystkim utożsamić.
Podsumowując: Magdalena Kubasiewicz umie w klimat – trochę mroczny, mocno współczesny, bez zbędnego lukru. To nie książka, która wbija w fotel, ale czyta się ją naprawdę przyjemnie. A jeśli ktoś ma ochotę na miejską magię z charakterem, to Czarodziejka z ulicy Grodzkiej spokojnie da radę.


No Comment! Be the first one.