Lato utraconych Anny Kańtoch, czyli Krystyna Lesińska i tajemnicze morderstwo małżeństwa z dwójką dzieci.
Pierwsze spotkanie z charyzmatyczną, emerytowaną policjantką Krystyną Lesińską było na tyle intrygujące, iż postanowiłam jeszcze w tym roku kontynuować odsłuchanie kolejnego odcinka serii pod tytułem Lato utraconych.
Porwanie.
Wcześniejsze losy policjantki, która jako nastolatka straciła brata podczas tajemniczej wycieczki w góry.
Jest rok 1999. W Pogańskim Młynie, starej leśniczówce niedaleko Rudnika dochodzi do krwawej zbrodni – nieznany sprawca atakuje spędzającą tam wakacje pięcioosobową rodzinę. Napaść udaje się przeżyć jedynie najstarszemu z dzieci. Okazuje się, że ocalały chłopak to odnaleziona zaledwie kilka miesięcy wcześniej ofiara porwania. Dwanaście lat temu mały Kuba zniknął bez śladu nad Czarnym Stawem Gąsienicowym, a teraz, kiedy właśnie udało mu się wrócić do domu, wkroczył prosto w nowy koszmar. Czy to możliwe, że obie te sprawy coś łączy? Jakie zło prześladuje chłopaka, ciągle starając się odebrać mu każdą szansę na normalne życie? I dlaczego?
Do śledztwa zostaje przydzielona Krystyna Lesińska, doświadczona policjantka specjalizująca się w nieoczywistych sprawach. Kobieta równocześnie mierzy się z własnymi demonami – niedawną, nagłą śmiercią męża i wciąż niedającym jej spokoju zaginięciem brata. Sprawa Pogańskiego Młyna to dla niej gra o wysoką stawkę, pokaże bowiem, czy Lesińska jest jeszcze w stanie pracować, czy nadszedł już czas, by złożyła broń i odeszła.
20 lat wcześniej.
Śmiem twierdzić, że dwadzieścia lat młodsza Krystyna w swoim policyjnym żywiole podobała mi się bardziej, niż Krystyna na emeryturze.
Duża w tym zasługa zagadki, którą przyszło jej rozwiązać. Zaginięcie dziecka połączone z jego zagadkowym powrotem po latach oraz tragiczną zbrodnią powodowało, że od słuchania audiobooka ciężko się było oderwać. Bo bohaterowie zostali nakreśleni w sposób realny, a ich historia poznawana w kawałkach, świetnie nakręcała całą intrygę i powodowała, iż ta z minuty na minutę stawała się ona coraz bardziej zajmująca.
Do tego sama Krystyna — tu, również wdowa, ale z krótkim stażem — ponownie rozdrapuje stare rany i pokazuje, iż trauma, jaką odczuwa po niewyjaśnionym zaginięciu brata, potrafi mocno dezorganizować jej prywatne jak i pracownicze życie.
Dlatego analizując samą zagadkę, której finał bardziej niż zadowala gorąco polecam Wam Lato utraconych Anny Kańtoch. Bo to świetny i trzymający do ostatniej minuty kryminał, który bardzo fajnie czyta Aleksandra Justa.
O książce możecie również przeczytać na blogach:
Kryminał na talerzu;