Na Facebooku się dzieje!

Facebook Pagelike Widget

Sanderson corner #13: Rytm wojny

Rytm wojnyRytm wojny Brandona Sandersona, czyli powracam do cyklu Archiwum Burzowego Światła.

Uwielbiam lekkość pióra i umiejętność kreowania światów przez Brandona Sandersona. Dlatego na wieść o kontynuacji ABŚ (po trzech długich latach), ucieszyłam się jak psiak, na widok ulubionego smakołyku. Oczywiście zdawałam sobie sprawę z tego, że na delektowanie się lekturą mojego ulubionego cyklu, ze względu na przeprowadzkę, będę musiała trochę poczekać. Jednak gdy tylko udało mi się  wygospodarować odrobinę wolnego czasu, to od razu Rytm wojny znalazł się w moich rękach, a ja rozpoczęłam kolejną podróż w gronie Świetlistych. ;)

Tom I – Odium i Świetliści.

Po utworzeniu koalicji ludzkich monarchów stawiających opór wrogiej inwazji, Dalinar Kholin i jego Świetliści Rycerze przez rok prowadzili przeciągającą się, brutalną wojnę. Żadna ze stron nie zyskała przewagi, a nad każdym strategicznym posunięciem wisi cień zdrady przebiegłego Taravangiana.

Teraz, gdy nowe wynalazki uczonych Navani Kholin zaczynają zmieniać oblicze wojny, wróg przygotowuje odważną i niebezpieczną operację. Następujący później wyścig zbrojeń może rzucić wyzwanie samemu sednu ideałów Świetlistych, a być może wyjawić również tajemnice starożytnej wieży, która niegdyś była sercem ich potęgi.

Tom II – Ocalić Rodzeństwo.

W opanowanym przez pieśniarzy i Stopionych Urithiru Kaladin i Navani walczą o ocalenie Rodzeństwa, sprena wieży, przed całkowitym zepsuciem. Upadek wieży, stanowiącej główny punkt przerzutowy dla wojsk koalicji monarchów, oznaczałby katastrofę i ostateczne zwycięstwo sił Odium. Aby osiągnąć swój cel, Navani decyduje się na niebezpieczną grę z Raboniel, Stopioną zwaną niegdyś nie bez powodu Panią Bólu.

Tymczasem nieświadome sytuacji w Urithiru wojska koalicji prowadzą wojnę w Emulu, Dalinar próbuje poznać głębię swoich mocy Kowala Więzi, a Jasnah umocnić swoją pozycję królowej Alethkaru. Zaś w Cieniomorzu Adolin i Shallan trafiają do fortecy honorsprenów, Nieprzemijającej Prawości, gdzie każde ma swoje niebezpieczne zadanie do wypełnienia.

Uwaga! Ta opinia dotyczy całej powieści, bo stwierdziłam, że nie ma sensu dzielić jej na dwa sztuczne twory.

Walka wewnętrzna.

Może to ostatni brak „światów Sandersona we krwi”, ale jestem (znowu) oczarowana.

Choć muszę przyznać, że pierwszy i drugi tom, mają zupełnie dwa różne oblicza i momentami miałam wrażenie, że autor powinien poskromić swoje opisowe oraz filozoficzne zapędy i skupić się bardziej na samej akcji.

Rytm wojnyOczywiście chodzi mi głównie o tom pierwszy, w którym poza rozmowami i przemyśleniami bohaterów zbyt wiele się nie dzieje. Akcja toczy się niespiesznie, a my mamy trochę więcej czasu, by spojrzeć szczególnie na wewnętrzne rozterki Shallan i Kaladina.

Ta dwójka bohaterów przeżywa prawdziwy kryzys. Kaladin boryka się ze stresem pourazowym po śmierci przyjaciół i wpada w depresję. Shallan zaś walczy z wypartymi wspomnieniami i gdzieś już powoli, podświadomie przygotowuje sobie kolejną osobowość.

Ciężkie chwile przeżywa również Navani, która wciąż nie może uszczegółowić swojego miejsca „w świecie”. Zastanawia się, czy jest naukowcem, zarządcą, a może tylko dodatkiem do swoich mężów. Również Venil próbuje się zdefiniować, a Dalinar „rozgrywa” partię szachów w swojej głowie, by przewidzieć, jak potoczy i skończy się wojna z Odium.

Wszystkie te rozważania, choć ciekawe i istotne dla fabuły, są jednak „statyczne” i momentami nużące.

Rodzeństwo.

Na szczęście w drugim tomie akcja „ruszyła z kopyta”.

Rytm wojny

Jest epicka walka, dramatyczne zwroty akcji, zdrada, definiowanie nowych mocy, skonfrontowanie punktu widzenia ludzi oraz stopionych i wiele innych ciekawych nawiązań ze świata Cosmere.

Do tego bohaterowie wspinają się na kolejny poziom możliwości i odradzają „jak feniks z popiołu”. Przeskoki między Cieniomorzem i Urithiru podkręcają atmosferę, a zapowiedź ostatecznej walki, to „wisienka na torcie” tego odcinka.

Podsumowując. Jak pisałam już powyżej jestem zachwycona kolejną odsłoną cyklu Archiwum Burzowego Światła. Brandon Sanderson po raz kolejny pokazał, że ma pomysł na tę serię. Wie jak poprowadzić dobrze bohaterów oraz stopniowo wprowadzać napięcie, tak by spowolnienie akcji na odkrywanie słabości czołowych postaci „nie kłuło” tak bardzo w oczy.

Dlatego gorąco polecam Rytm wojny nie tylko fanom ABŚ i autora, ale także wszystkim miłośnikom dobrej fantastyki.

O książce możecie również przeczytać na blogach:
Świat bibliofila;
Świat fantasy;

3 komentarze

Dodaj komentarz

*

Wyrażam zgodę