Na Facebooku się dzieje!

Facebook Pagelike Widget

Dlaczego właśnie ja E.G. Scott

Dlaczego właśnie jaŚmierć obcej kobiety i przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć – Dlaczego właśnie ja E.G. Scott.

Moje pierwsze spotkanie z Elizabeth Kennan i Gregiem Wands piszącymi pod pseudonimem literackim E.G. Scott było bardzo udane. Dlatego też zaintrygowana zapowiedzią ich najnowszej powieści Dlaczego właśnie ja, postanowiłam od razu „rzucić na nią okiem”.

Charlotte, Rachel i tajemniczy chłopak Peter.

Charlotte jest byłą neurochirurżką, która wraz ze swoją przyjaciółką Rachel, kobietą po przejściach, prowadzi gabinet akupunktury i masażu. Udziela się na czacie dla ofiar traumy, gdzie daje wsparcie innym kobietom, ale też je otrzymuje.

Ma również chłopaka, Petera, rzekomo agenta specjalnego, o którym sama niewiele wie. Peter nalega, aby ich związek pozostał całkowitą tajemnicą. Dlatego kiedy Peter znika bez słowa, Charlotte obawia się zgłosić na policji jego zaginięcie.

Kilka tygodni później policja kontaktuje się z nią w sprawie identyfikacji zwłok. Przekonana, że chodzi o ukochanego, Charlotte jedzie do kostnicy i z ulgą stwierdza, że leżące na stole ciało nie należy do Petera, lecz do nieznanej kobiety. Ulga szybko ustępuje miejsca konsternacji, a potem przerażeniu, gdy Charlotte uświadamia sobie, że policja interesuje się nią jako jedną z podejrzanych.

Dlaczego ofiara wskazała Charlotte jako kontakt w nagłych wypadkach? Chodzi o zemstę? A może to ostrzeżenie? Jakie miejsce w tym wszystkim zajmuje Peter? Charlotte rozpoczyna wyścig z czasem – musi poznać prawdę na temat zamordowanej kobiety i dowiedzieć się, co je łączyło. To, co odkryje, przejdzie jej najśmielsze wyobrażenia.

Super policjanci i bełkocząca bohaterka.

O ile w przypadku Nic o mnie nie wiesz od razu „poczułam bluesa” i wkręciłam się w fabułę, tak w przypadku Dlaczego właśnie ja początek powieści maksymalnie mnie wymęczył.

Dlaczego właśnie jaGłówna bohaterka była nudna i naiwna, a jej niezrozumiały bełkot przyprawiał mnie o dreszcze (ale chyba nie o takie dreszcze chodzi w thrillerach). W dodatku miałam wrażenie, że autorzy na siłę próbują popisać się swoją wiedzą z zakresu akupunktury. Fajnie, że wprowadzają jakieś ciekawostki, ale czytając,  że ktoś znowu „wbija igłę”, można w akcie desperacji również wbić sobie takową, ale w oko, żeby nie trzeba było czytać tych marnych wypocin.

Do tego szanowni panowie policjanci. Takich uroczych, błyskotliwych dżentelmenów ze świecą szukać. Spijali sobie nektar z dziubków i chwalili  przy każdej możliwej okazji. Szkoda tylko, że wszystkie te ich gesty były drętwe, a dialogi sztywne jak kij od miotły.

Akcja.

Na szczęście tak gdzieś w połowie książki akcja zaczęła nabierać rumieńców i atmosfera się zagęściła. Czuć było unoszące się w powietrzu napięcie i niepewność, a do tego w głowie zaczęły się pojawiać pytania, czy bohaterka przypadkiem nie ma problemów psychicznych i nie cierpi na rozdwojenie jaźni.

Do tego z każdym akapitem tekstu coraz więcej elementów wskakiwało na swoje miejsce, choć sama intryga momentami „grubymi nićmi była szyta”. Bohaterowie też jakby okrzepli (szczególnie milusi panowie policjanci), a Charlotte, choć nadal drażniła swoją naiwnością, to jednak nie była tak mdła jak na początku powieści. Samo zakończenie zaś stanęło na wysokości zadania i było dobrym zwieńczeniem całej „układanki”.

Podsumowując. Mam trochę żal do autorów, że tak świetnie zapowiadający się thriller, z medycyną naturalną w tle, okazał się zaledwie przecięty, a sama intryga niestety momentami „trąciła myszką”. Choć może ja, znając poprzednie „wyczyny” tej pary, miałam co do całej historii zbyt wysokie wymagania. Dlatego, jeżeli lubicie thrillery psychologiczne, najlepiej sprawdźcie ten tytuł sami.

O książce możecie również przeczytać na blogach:
Zakładka do książek;
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję : Wydawnictwo MUZA
Księgarnia Internetowa Muza

4 komentarze

  • Katarzyna Abramova

    26 lutego 2021 at 07:07

    To co naprawdę zabija książkę to nie marna fabuła, a marni bohaterowie i marne dialogi, dlatego spasuję zdecydowanie.

    A tak z innej beczki, chciałam wezwać oficjalnie kosmitów razem z Tobą, ale nie mogę zostawić komentarza pod głównym postem wyzwania. Dlatego daję znać tutaj, że przeczytałam “Wypychacza zwierząt” Grzędowicza, a w nim jedno opowiadanie o kosmitach właśnie ;) Jeśli taka forma może być, to dopisz mnie, pliis :)
    Link do recenzji będzie z lekkim poślizgiem, bo najpierw leci na portal, potem na bloga :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

*

Wyrażam zgodę