Na Facebooku się dzieje!

Facebook Pagelike Widget

Cykl: Algorytm wojny # 4: Inwit

Inwit Michał CholewaW szeregach Operacji Specjalnych – Inwit Michał Cholewa.

Epickie bitwy kosmiczne, sztuczna inteligencja i charyzmatyczni bohaterowie. Tymi trzema elementami Michał Cholewa kupił mnie całkowicie w trzech pierwszych odsłonach cyklu Algorytmy Wojny. Czy czwarta odsłona pod tytułem Inwit podtrzyma dobrą passę autora?

Kierunek Liberty.

Marcin Wierzbowski wraz ze swoim oddziałem zostaje wcielony w szeregi cieszącego się „dobrą sławą” Dowództwa Operacji Specjalnych i wyrusza na kolejną misję — tym razem na planetę Liberty. Planetę, która wszystko na to wskazuje, poradziła sobie nadzwyczaj dobrze z buntem maszyn i obecnie dysponuje aż dwiema kopalniami caellium. Niestety leży ona w strefie wpływów Stanów Zjednoczonych, a Brisbane w wojnie z tym przeciwnikiem postanawia zaufać Colette — hybrydzie człowieka z SI — ostatniej nieprzejętej przez wroga „osobie” z projektu Dedal.

Polityka i jeszcze raz polityka…

Epickie bitwy kosmiczne, które były bardzo mocną stroną „poprzednich odcinków”, niestety w tej odsłonie zmuszone są ustąpić miejsca szeroko rozumianej polityce. Ilość rozmów, negocjacji i jeszcze raz rozmów dała mi i akcji mocno popalić. Oczywiście nie da się odmówić autorowi tego, że całą intrygę poprowadził w sposób wyśmienity, a finał tej całej gmatwaniny to jedno wielkie WOW. Jednak dla mnie wręcz „przebijanie się” przez kolejne gierki i półsłówka było po prostu nużące.

Wierzbowski i inni.

Na szczęście sprawę ratują choć trochę bohaterowie, a szczególnie mój pupilek Wierzbowski. Podjął on bardzo ciężką i niewygodną z moralnego punktu decyzję, z którą teraz musi się zmierzyć. Na szczęście ma u swego boku zaufanych ludzi — Isaksson, Szczeniaka, Wunderwaffe i Thorne’a — choć tej najważniejszej osoby, która pojawiła się w jego życiu, nie udało mu się zatrzymać.

Do tego dowodzenie oddziałem i współpraca z Brisbane’em okazują się kolejnym ciężkim tematem do przegryzienia, a wzmocnienie w postaci starych wyjadaczy z szeregów OS-ów nadaje tylko sytuacji dodatkowych rumieńców. ;)

Podsumowując. Może Inwit nie skradł mojego serducha w takim stopniu jak Forta, ale bez wątpienia jest świetną i przemyślaną kontynuacją cyklu. Dlatego, jeżeli lubicie militarną fantastykę, to koniecznie musicie zapoznać się nie tylko z tą odsłoną, ale z całym cyklem.

O książce możecie również przeczytać na blogu:
Książki na wieczór;

Dodaj komentarz

*

Wyrażam zgodę