Na Facebooku się dzieje!

Facebook Pagelike Widget

Nomen Omen Marta Kisiel

Nomen omen Marta KisielWrocław, czerwone nici i wycieczka do czasów niemieckiego Breslau – Nomen Omen Marty Kisiel.

Zanim spojrzę w zapowiadane na marzec Oczy uroczne czas przyjrzeć się zbierającej już od jakiegoś czasu kurz na półce ostatniej nieprzeczytanej książce spod pióra Ałtorki, czyli Nomen omen. Szczególnie teraz, gdy na salony wkracza nowe wydanie z piękną okładką „ołówka” Tomasza Majewskiego (jakby ktoś był ciekawy, obie okładki są dla mnie równie urocze i nie wiem, która z nich podoba mi się bardziej :P).

Wielka ucieczka Salki.

25-letnia Salomea Przygoda

Z figury Rubens, z fryzury Tycjan, z gęby zaś wypisz, wymaluj, Picasso.

postanawia uwolnić się w końcu od swojej zakręconej rodzinki i ucieka z rodzinnego miasta do Wrocławia. Bo ileż można znosić swoją rodzicielkę, która próbuje uwolnić w niej „rozbuchany erotyzm” i ojca żyjącego mentalnie w XIX wieku? Ileż cierpliwości można mieć do brata nicponia i szkodnika, który wywleka na światło dzienne każde jej najmniejsze potknięcie? No właśnie ile? ;)

Czas więc „ruszyć w świat” i rozpocząć nowy rozdział w życiu. Jednak przepięknie „odmalowana” wizja przyszłości pęka jak bańka mydlana tuż po przekroczeniu progu wynajętej stancji. Świat dosłownie „stanął na głowie”, w radiu słychać dziwne szepty, właścicielka okazuje się mieć dwa klony, a dziwny współlokator Roy Kane domaga się wafelków. No i jeszcze jakby atrakcji było mało, to niedojda braciszek — o wdzięcznym imieniu Niedaś — ją po prostu prześladuje. Nie dość, że po wyrzuceniu z akademika postanawiał się do niej „przytulić”, to jeszcze w ramach wdzięczności próbował utopić ją w Odrze. Co jeszcze może pójść nie tak. ;)

Niebanalny, acz rozpoznawalny styl. :)

Nomen omen Marta KisielUwielbiam ten heheszkowy styl Ałtorki. Sarkazm „zaglądający” na nas niby ukradkiem spod okładki. Ironię, w której można utonąć jak w nurcie Odry. I odrobinę czarnego humoru, która jak dobra mieszanka ziół dodaje książce smaku i pikanterii. ;)

No i Omen omen już od prologu dostarczył mi właśnie tego smaczku, którego tak oczekiwałam. Do tego zabrał mnie do pięknego współczesnego Wrocławia, a także „prześlizgnął” się po jego wcale nie tak odległej przeszłości.

Bolesne siostry ksero. ;)

Jeżeli spojrzeć zaś na samą akcję i bohaterów, to również nie można narzekać. Banalna wydawałoby się historia, komplikuje się z każdą kolejną stroną, „wprowadzane zaś na scenę” kolejne postacie, tajemnice i nadzwyczaj sytuacje powodują, iż nie można odłożyć po prostu książki na półkę. W głowie uruchamia się również znany wszystkim molikom mechanizm „jeszcze tylko jeden rozdział i idę spać”. ;)

Nomen Omen Marta KisielKreacja postaci to kolejna mocna strona książki. Wszystkie są unikalne. Mają swój charakterystyczny styl i język. Owszem są momenty, że może nas zirytować słownik Niedasia czy choćby miniaturki Basi, z drugiej jednak strony ma to swój niepowtarzalny urok i pozwala nawiązać pewną więź z bohaterami.

Myślę, że po powyższej „laurce” nie muszę już więcej niż pisać. ;) Jeżeli lubicie tajemnice, nieszablonowych bohaterów i heheszkowy styl, to koniecznie sięgnijcie po Nomen Omen Marty Kisiel. :D

O książce możecie również przeczytać na blogach:
Dowolnik; ;)
Książki Sardegny;
Magiczny świat książki i nie tylko;
Myśli i słowa wiatrem niesione;
Z pamiętnika książkoholika;
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję : Uroboros
Grupa wydawnicza Foksal // Wydawnictwo uroboros

8 komentarzy

Dodaj komentarz

*

Wyrażam zgodę