Na Facebooku się dzieje!

Facebook Pagelike Widget

[Przedpremierowo] Cienie Nowego Orleanu

Cienie Nowego Orleanu Maciej LewandowskiElementy mitologii wudu, szept demonów i prohibicja – Cienie Nowego Orleanu Macieja Lewandowskiego.

Książka Cienie Nowego Orleanu Macieja Lewandowskiego — z wykształcenia człowieka wielu zawodów, wielkiego fana prozy H.P. Lovecrafta — skusiła mnie zapowiedzią okultyzmu, elementów mitologii wudu i horroru w duchu twórczości Lovecrafta. Czy książka okazała się równie kusząca co zapowiedź?

Lata 20-te XX wieku – Nowy Orlean.

John Raymond Legrasse, to stary policyjny wyga, który nie jedno w swym życiu widział i przeżył. Obecnie pracuje w Nowym Orleanie, gdzie mimo proklamowanej prohibicji ochoczo zagląda do kieliszka i dość brutalnie rozprawia się ze wszelkimi lokalnymi opryszkami. Podczas jednego ze standardowych nalotów odnajduje ciało makabrycznie okaleczonej młodej kobiety. Wszystko wskazuje na to, iż dziewczyna jest ofiarą kultu, a ślady prowadzą do niewyjaśnionej sprzed lat sprawy rytualnego mordu i kultystów wudu. Wspomnienia w głowie Legrasse’a odżywają. Czy to możliwe, że dawny kult powrócił?

Oryginalnie i klimatycznie.

Od pierwszej strony książki poczułam ciężki, wręcz duszny klimat Nowego Orleanu lat 20 – tych XX wieku. Miałam wrażenie, że wraz z bohaterem poruszam się po najciemniejszych i najbardziej mętnych zakątkach miasta. Odwiedzałam szemrane lokale, raczyłam się pędzonym potajemnie bimbrem i czułam, że zło jest wręcz na „wyciągnięcie ręki”. Również opisy walk (a było ich sporo) , były mocno sugestywne i miałam wrażenie, że „przewijają” się przed moimi oczami jakbym podglądała je z jakiegoś mrocznego zaułku.

Klimatem autor „pozamiatał” na całej długości. Jednak jeżeli chodzi o napięcie, nie było już tak „różowo”. Powiedziałabym, że przypominało mi ono sinusoidę. Gdy już sięgało zenitu nagle, jak za użyciem czarodziejskiej różdżki opadało prawie do zera i miałam wrażenie, że cała akcja po prostu „stanęła w miejscu”.

Wudu i bohater.

Cienie Nowego Orleanu Maciej LewandowskiSamego bohatera zaś ciężko mi ocenić. Legrasse jest na pewno facetem z zasadami (przynajmniej swoimi), ale ilość agresji jaka „wylewa” się przy każdej jego akcji została chyba lekko przesadzona. Oczywiście ja rozumiem, że jest to człowiek mocno doświadczony zarówno piętnem wojny, jak i pracy w policji, ma swoje liczne fobie, które zalewa alkoholem i ogólnie ma problemy z normalnym funkcjonowaniem. Jednak miałam wrażenie, że obija on mordę każdemu napotkanemu na drodze facetowi. ;)

No i jeszcze na sam koniec dwa słowa o wudu i śledztwie. Ta część w mojej ocenie wypadła całkiem przyzwoicie. Nic nie jest na siłę „podkoloryzowane”, toczy się swoim rytmem, jest kilka niespodzianek, tajemnicze znaki i ludzie… Jednym słowem dostajemy wszystko to, co chcemy widzieć w kryminałach.

Podsumowując. Trochę ciężko mi ocenić tę pozycję, bo kupiła mnie ona niesamowitym klimatem, ale trochę szwankowało w niej napięcie, a ilość makaronizmów przekroczyła dopuszczoną ilość. ;) Niemniej sama książka mi się podobała i myślę, że jest ciekawą pozycją, która potrafi nieźle namieszać w głowie. Pozycją, która przypadnie do gustu szczególnie wielbicielom prozy Lovecrafta oraz mrocznych i krwawych kryminałów.

Więc jeżeli jesteście fanami mocnych wrażeń i Lovecrafta, to Cienie Nowego Orleanu Macieja Lewandowskiego powinny Wam się spodobać. :)

Premiera książki już 27 lutego 2019!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję : Uroboros
Grupa wydawnicza Foksal // Wydawnictwo uroboros

14 komentarzy

  • Emil

    18 lutego 2019 at 16:37

    Heh, co prawda jeszcze nie opublikowałem swojej opinii, ale praktycznie w całości ją już napisałem, więc od razu zajrzałem. :D Widzę od razu rozbieżność w naszych odczuciach – ja kompletnie nie poczułem klimatu Nowego Orleanu. Może dlatego, że trochę ksiażek osadzonych w tamtych czasach przeczytałem i seriali się naoglądałem. To taki mega zgrzyt dla mnie, bo czułem się jak w amerykańskim mieście z okolicy lat 50. XX wieku – jeszcze przed zmianami z lat 70. i 80., ale już po II Wojnie Światowej, po Wielkim Kryzysie i w ogóle.

    Odpowiedz
    • Sylwka

      19 lutego 2019 at 18:24

      Ja obejrzałam zaledwie kilka filmów z Nowym Orleanem w tle osadzonym mniej więcej w tym czasie i otoczka mi pasowała. Ale wiadomo z tym klimatem każdy, to każdy widzi inaczej. ;) :D

      Odpowiedz
  • Zarzyczka

    18 lutego 2019 at 18:46

    Uwielbiam Lovecarfta, więc będę miała na uwadze. Czy to jest wariacja na temat postaci Johna Legrasse’a z „Zewu Cthulhu”? Bo tym mi pachnie :)

    Odpowiedz
  • Głodna Wyobraźnia

    28 lutego 2019 at 21:43

    Ja po przeczytaniu zapowiedzi i porównaniu jej do końcowego efektu czuję się jednak nieco rozczarowana. Śledztwo niestety było monotonne, a fabuła skręcała w dziwne miejsca, w zasadzie broni się tylko finał. Muszę teraz przeczytać coś lżejszego.

    Odpowiedz
    • Sylwka

      1 marca 2019 at 19:03

      Ja nie nastawiałam się na nic po zapowiedzi, może dlatego nie byłam nieco/trochę/sporo rozczarowana.
      Samo śledztwo jak dla mnie było, zaś najbardziej irytowała mnie tak jak pisałam postawa „obij mordę” głównego bohatera. Jakby nie dało się inaczej.

      I masz absolutną rację, po tej książce należy koniecznie sięgnąć po coś lżejszego. :D

      Odpowiedz
      • Głodna Wyobraźnia

        3 marca 2019 at 18:31

        I masz rację odnośnie do przemocy – niby jest umotywowana tym, że bohater ma z nią kłopot, ale autor czasem wręcz nią epatuje, co sprawia, że lektura jest w gruncie rzeczy bardzo ciężka. I przy okazji odwraca uwagę od zdecydowanych braków w fabule.

        Odpowiedz
        • Sylwka

          4 marca 2019 at 20:53

          Bohater z wieloma rzeczami miał problem, ale ta bezsensowna czasem przemoc, opisywana w detalach – jakoś mi nie podeszła. I masz rację, odwracała uwagę od braków w fabule.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

*

Wyrażam zgodę