Na Facebooku się dzieje!

Instagram

  • Dobre ranko czas wrci w kierat po urlopie Jako umilaczhellip
  • Bry Piteczek A na blogu prywata czyli odpowiadam na nominacjhellip
  • Witajcie Moliki Na blogu dzi ostatnipolicjant benhwinters ksika kniha czytamhellip
  • Book morning o poranku 15 stopni czuj sie jakby miaahellip
  • Book morning Uff ju roda  W tym tygodniu papierowohellip
  • Book morning Na blogu dzi kolejne spotkanie z Harry Holehellip
  • Czwarteczkowe book morning Na blogu dzi fantastyka w najlepszym wydaniuhellip
  • Podczas urlopu wpad do nas znajomy z Polski ktry zostahellip
  • Dzie dobry Moliki Pozosta jeszcze tydzie  W drodze dohellip

Ja, inkwizytor. Dotyk zła Jacek Piekara

Dotyk złaW świecie Inkwizytorów: Ja, inkwizytor. Dotyk zła

Ja, inkwizytor. Dotyk zła to trzecia w kolejności chronologicznej opowieść o losach uniżonego sługi Świętego Officjum, pełnego zapału, werwy i wiary – Mordimera Madderdin’a. Podobnież jak Ja, inkwizytor. Wieże do nieba książka zawiera dwie mikropowieści.

Zaczynamy od tej tytułowej Dotyk zła. Przeuroczy Mordi przybywa do miasteczka Wittlich, w którym doszło do tajemniczego morderstwa. Mąż zabija swą żonę. Może jak na czasy, w których żyje nasz bohater, nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, iż byli on wręcz wzorowym małżeństwem. Całe zajście wydarzyło się w akcie niespodziewanego szału, podczas najzwyklejszego posiłku. Sprawa wydaje się, być całkowicie jasna. Morderca przyznaje się do winy i chce ponieść karę. Wszystko komplikuje jednak fakt, że w Wittlich dochodzi do kolejnych napadów szału, a co z tym idzie niewytłumaczalnych ataków. Mordimer zaczyna podejrzewać “siły nieczyste” i postanawia kontynuować śledztwo.

Drugie opowiadanie to Mleko i miód. Przenosimy się w zupełnie inne klimaty – górskie. Mordimer jedzie na spotkanie z tajemniczym informatorem. Niestety cała “akcja” ma odbywać się incognito, więc nasz bohater musi zdać się tylko na siebie, a nie na swoje dające przywileje stanowisko. Ku swojej rozpaczy, nie udaje mu się znaleźć miejsca w gospodzie.

Dotyk zła

Ilustracja z książki. Autor: Dominik Broniek

Dzięki zrządzeniu losu wybiera miejsce na nocleg nad rzeką i tam spotyka Dorotkę, która proponuje mu nocleg w swojej chatce. Dziewczyna jest uosobieniem dobra i piękna. Niedługo okazuje się, iż również może poszczycić się poważaniem i szacunkiem wśród okolicznych mieszkańców, a nawet wśród górskich zbójów. Co wyniknie z tego spotkania? Czym Dorotka zasłużyła sobie na taki szacunek? A może w całe to “przedsięwzięcie” zamieszane są siły nieczyste? O tym musicie przekonać się sami.

Każda kobieta, moim skromnym zdaniem, jest jak koło u wozu. Trzeba ją często smarować, ale szybko wymienić, kiedy tylko zacznie skrzypieć.

W Ja, inkwizytor. Dotyk zła odnajdziemy Mordimera wciąż aroganckiego i pewnego siebie. Choć trzeba przyznać, iż przy Dorotce utracił nieco animuszu, wręcz miałam w pewnych momentach poczucie, że troszkę “zmiękł”. ;) Mimo wszystko fajnie widać, iż dwa kolejne opowiadania, to wciąż czas, gdy bohater jest na świeżo po ukończeniu Akademii Inkwizytorium. Mordi jest jeszcze pełen buty i zapału. Lubi też wykorzystywać swoje stanowisko, w końcu daje ono pewne przywileje. Naprawdę przyjemnie się czyta i śledzi jego losy w tej książce. Więc mogę powiedzieć jedno, to kolejna świetna pozycja dla wszystkich wielbicieli historii alternatywnych oraz fantastyki.

P.S. Poniższy cytat nieźle mnie rozbawił :)

Komu by się chciało wędrować całymi dniami, by przez następne kilka dni pogapić się na góry? Kto by się na tyle przejmował tym, czy oddycha wyziewami wielkiego miasta, czy świeżym górskim powietrzem, by marnować na podróż czas i pieniądze? A może ktoś przyjechałby tutaj, bo chciałby podjeść twarde niczym kamyki góralskie serki? Albo przywieźć z wyprawy szorstkie swetry z ostrej niczym oset wełny? Wolne żarty! Może jeszcze miejscowi miejscowi przebierali się za niedźwiedzie i ryczeli dla zabawy gości oraz przygrywali im swe prościutkie, prymitywne melodyjki na byle jak skleconych skrzypeczkach? Może sprzedawaliby jakieś pokraczne figurki wyrzeźbione z kory albo drewna, albo miniaturowe siekierki, ciupagi jak oni tu je nazywali. Aha, już widzę tłumy nadciągające wszystkimi gościńcami… Śmiechu warte, powiadam wam, mili moi.

Dodaj komentarz